
W La Libre Belgique czytamy, iż pewna organizacja o dźwięcznej nazwie Planète Vie (Planeta Życie) przygotowuje właśnie film o tym, że należy ograniczać spożycie miąs. Cóż za nietakt, przed świętami taki psujący apetyt przekaz. My już na to wielkie spożycie czekamy przecież. My Polacy i oni Belgowie. Tradycja jest taka, że kolacja wigilijna to wyżerka. Ale o tym jeszcze za chwil kilka.
Pochylmy się najsamprzód nad tym co je krowa, do sztuki filmowej przejdziemy w następnej kolejności. Otóż krowa jada kukurydzę. Czy jej smakuje nie wiadomo w każdym razie po tym jak zje, to produkuje nieakceptowaną dla środowiska dawkę metanu. Jeśli teraz pomnożyć ilość krowich dymków razy ilość krowich zadków okaże się, że każdy dzień zbliża nas do ekologicznej katastrofy. A wszystko przez obżarstwo, bo ciężko sobie podarować tę karkóweczkę czy inny kawałek pysznej padlinki. Ekspert, który wypowiada się w następnym artykule na ten sam temat uspokaja nieco. Jak krowa je len, to zawartość metanu w dymku zmniejsza się aż o 40 proc. To jak to w końcu ze lnem było?
Co do łakomstwa ogólnie, to ówże ekspert krytykując pazerność koncernów w stylu McDonalds mówi, że krowie tak przystoi kukurydza jak człowiekowi orzeszki. Dzióbnąć można, ale żeby zrobić z tego dietę?
Oczywiście, a propos koncernów, len jest droższy niż kukurydza. Czy producenci żywności zgodzą się w związku z tym na zwiększenie kosztów? No może i się zgodzą, byle nie ograniczyć ilości krowich zadków gotowych do spożycia. Tyle ekspert.
Za efekt cieplarniany odpowiedzialne są krowy! Ponoszą za ten niecny uczynek najwyższą karę. Na talerzu krowa zyskuje na moment na wartości. Po to by za chwilę zostać pożartą przez usta wymierzające ostateczną sprawiedliwość.
A może, jak sugerują członkowie Planety Życie, nieco zmniejszyć wykonywanie kar cielesnych na krowach tudzież zredukować ich liczebność, żeby nas nie kusiło. Żeby na talerzu znalazł się, dla odmiany, kartofel i marcheweczka. Kłopotem, wedle przedstawicieli organizacji, jest właśnie nadprodukcja. Nie ma tu wątków wegetariańskich, jakiejś ideologii, z którą można się, na przekór bądź z przekonaniem, nie zgodzić. Jest natomiast chłodna kalkulacja – jak ów niezauważalny fakt przekrowienia na świecie wpływa na środowisko naturalne. Jak infrastruktura, która służy wyprodukowaniu steka (mowa o transporcie, rzeźniach itp.) wpływa na wzmaganie się efektu cieplarnianego. Prawdziwa dyskusja. Teraz pozostaje już tylko walka na statystyki (jedne od hodowców drugie od ekologów).

Film jest więc o tym, że mięsa jemy za dużo. Koncept odważny, który rzesze konsumentów spiorunują złym spojrzeniem. Jak każdy kontrowersyjny plan i ten wywoła, co słuszne, dyskusję. Z dyskusji wynikną sprawy duże, małe, ale koniec końców krowy dostaną na kolację porcję zdrowiutkiego lnu.
Ale miało być też o świętach. Dieta u Belgów z tej okazji bogata. Przede wszystkim ma być elegancko, więc ostrygi, mule i kawior. Jest i pień bożonarodzeniowy na słodko. Królową belgijskich stołów jest jednak Pasztet strasburski czyli foie gras. Danie to ma dość znaczący związek z myślą przewodnią mojego wywodziku, którą jest jeden z siedmiu grzechów – obżarstwo. Za źródłem internetowym cytuję: pasztet produkowany jest z silnie otłuszczonych wątróbek gęsi lub kaczek. Tradycyjne świąteczne danie kuchni francuskiej i jedna z najdroższych potraw tej kuchni. Dalej czytamy, że metody takiego tuczenia zakazano w kilku europejskich krajach. W Belgii jednak gęsi przetłuszcza się do woli. Przypominam sobie taki kadr z telewizji, w którym to pewien czujny ekspert demonstrował różnicę pomiędzy przetłuszczoną a zwykłą wątrobą. Przekarmiona jest kilka razy większa. Gęś z czymś takim nieźle cierpi.
W epoce oświeconego sceptycyzmu coraz mniej lubimy myśleć, że robimy czemuś krzywdę. Niektórzy tworzą całą snobistyczną formację zdrowego odżywiania się, sprawdzając na opakowaniach, czy to to biegało po polu czy też przymierało z obżarstwa w ciasnym garażu. Lubi się to delikatne acz znaczące poczucie, że dzięki drobnym gestom świat staje się lepszy, czystszy, że dzieci będą miały świeższe powietrze. I śmieci się segreguje. I ekologicznych, biodegradujących się detergentów używa się coraz częściej. Idzie więc ku lepszemu. I tendencji tej bez umiarkowania życzę wszystkim na i po świętach.
Maciej Hilarowicz

| Komentarze |
|








