Na zakończonym kilka dni temu, w brukselskich halach expo, Salon de Vacances - największej tego typu wystawie w Belgii nie zabrakło egzotyki i...przaśności. W dobie wciąż trwającego kryzysu branża turystyczna wcale nie zamierza odpuszczać i pokus, choć mniej niż w ubiegłych latach, było sporo. Większość krajów, regionów i miast promujących swe zalety doskonale zrozumiało, że tylko świeża i atrakcyjna oferta przyniesie sukces w postaci rzesz turystów ‘zadeptujących’ ich lokalne szlaki w nadchodzącym sezonie.
Rozumieją to tacy turystyczni giganci jak: zajmująca po raz kolejny całą halę Francja, Włochy, Hiszpania oraz kraje arabskie. Choć tym razem zabrakło francuskich kucharzy, którzy w ubiegłych latach czarowali daniami ze ślimaków w białym winie, regiony francuskie zapraszały na degustacje serów i puree z ziemniaków. Wśród Hiszpanów i Włochów w miejsce wielkich, drogich hoteli, w tym roku mogliśmy znaleźć więcej campingów i wakacyjnych ofert z dojazdem własnym. Kraje arabskie – bodaj najbardziej dynamiczne spośród państw basenu Morza Śródziemnego – tonęły w animacjach i promocji aktywnej. Marokańczycy i Turcy i Egipcjanie od pierwszych godzin od otwarcia z pełnym uśmiechem i życzliwością pokazywali, że to własnie ten kierunek letniej kanikuły gwarantuje najlepszą zabawę. Fajki wodne, kaligrafia, ręcznie wykonywane naczynia (większość z nich oferowane po atrakcyjnych cenach na stoisku) i przede wszystkim pokazy tańca brzucha przyciągały ciekawskich do ich boksów.
W tej samej hali (nr 5) była również i Polska. W tym samym miejscu co rok, dwa i trzy lata temu, ten sam design stoisk i te same foldery, z tą samą przaśną twarzą kraju proszącego o turystę. Tak jak przed rokiem brakło informacji dla flamandzkojęzycznych klientów, tak jak przed rokiem były te same bursztyny i te same osiem regionów ściśniętych na powierzchni ok. 12m2 (sama tylko Kalabria, znajdująca się kilka metrów dalej – jeden z najbiedniejszych regionów Unii – zajmowała dwukrotnie większą przestrzeń). Mieszczące się obok Czechy znów zadziwiły rozmachem i innowacyjnością podkreślając przepaść marketingową między nami. Multimedialna Praga błyszczała i zapraszała do dialogu, polskie miasta były jedynie szarym, nieatrakcyjnym sąsiadem. Jeden tylko pomysł (ubiegłoroczny również) pokazał siłę naszego kraju: wódka za 1 euro i pieczone prosię wraz z pozostałym biesiadnym menu gromadziły dziesiątki głodnych, potencjalnych, belgijskich turystów.
Nasuwa się jednak pytanie czy to aby tylko świnią i gorzałką chcemy przełamywać, często niemiłe dla nas, stereotypy, bo na końcu może się okazać, że babiczka choć nasza, to nie pochodzi z Chrzanowa a... z Harrachova?
Piotr Wiśniewski
Ps. 52 edycję Salon de Vacances odwiedziło 112.213 osób.
| Komentarze |
|








