„Do serca przytul psa, weź na kolana kota…” śpiewał Jan Kaczmarek w niezapomnianej „Powtórce z Rozrywki”. Rzeczywiście, nie ma nic przyjemniejszego niż usiąść w jesienny wieczór z kubkiem kawy i ciepłym, mruczącym kotem na kolanach. Ale domowe zwierzęta to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek. Pomimo zalecanej sterylizacji i kastracji naszych domowych pupilków, wiele osób uchyla się od tego obowiązku, być może z lekkomyślności, a być może z oszczędności.
W końcu sterylizacja kotki to wydatek ponad 100 Euro! Właściciele kocurów śpią spokojnie, zwierzak wyszaleje się poza domem i potomstwa nie przyniesie, gorzej z właścicielami kotek. Te często wyrzucane są z domów na ulicę, gdy okazuje się, że są „przy nadziei». W ten sposób, na skutek ludzkiej beztroski, populacja zdziczałych kotów rośnie. W jednej z dzielnic Hoogstraten (region Antwerpia) stanowi to już spory problem, bo w poszukiwaniu jedzenia nieszczęsne zwierzęta wchodzą nawet ludziom do domów. Na skutek skarg mieszkańców miasto podjęło bulwersującą decyzję – wszystkie żyjące na wolności koty zostaną wyłapane i uśpione. Nie jest to najlepsza decyzja, zwłaszcza, że ofiarami padną również domowe zwierzaki, na czas niezaopatrzone przez właścicieli w oznaczające przynależność do kogoś obróżki. Ponadto miejsce wyłapanych kotów natychmiast zajmą inne włóczęgi i cała zabawa zacznie się na nowo. Dużo lepszym wyjściem jest oddanie kociąt i młodych kotów do adopcji, sterylizacja starszych, zdrowych osobników, a uśpienie wyłącznie starych, słabych i schorowanych zwierząt.Na szczęście dzięki protestom mieszkańców, prawdopodobnie taki właśnie wariant będzie w Hoogstraten realizowany.
W Belgii oprócz zwykłych schronisk dla zwierząt, istnieją także prowadzone przez wolontariuszy przejściowe „rodziny zastępcze”, z których można kociaka za symboliczną kwotę adoptować. Jednym z takich przedsięwzięć jest projekt „Zwerfkatten Turnhout” (www.zwerfkattenturnhout.be). Wolontariusze zaangażowani w ten projekt dokarmiają i wyłapują bezdomne koty, zwłaszcza te najbardziej bezbronne – świeżo urodzone, zapewniają im opiekę weterynarza, udzielają schronienia kotom przeznaczonym do adopcji oraz organizują stoiska informacyjne w sklepach zoologicznych i podczas wystaw kotów rasowych. Działalność wolontariuszy wspierają sklepy zoologiczne oraz miasto, przeznaczające ułamek budżetu na pokrycie kosztów opieki weterynaryjnej.
A jak to wygląda w Polsce? My tez mamy wolontariuszy – starsze osoby, na ogół emeryci, którzy nocą, po kryjomu, przemykają się chyłkiem pomiędzy blokami, dokarmiając zabiedzone zwierzaki, kryjące się po piwnicach i śmietnikach. W zamian za dobre serce ludzie ci na ogół zyskują miano sfiksowanych. Nikt nie myśli o tym, ze na pomoc zwierzętom przeznaczają oni dużą część swoich skromnych dochodów i nie mogą liczyć na żadną pomoc finansową ze strony gminy.
Dziko żyjące koty nie są wyłącznie źródłem chorób i nieprzyjemnego zapachu, jak większość z nas uważa. Są one także naszym sprzymierzeńcem w walce z panoszącymi się szczurami i myszami, z obecności, których nie każdy mieszczuch zdaje sobie sprawę. Niestety – koty rozmnażają się błyskawicznie i dlatego właśnie najważniejszą sprawą jest regulacja ich urodzin. W Polsce regulacja kocich urodzin, zwłaszcza na wsi, nadal polega wyłącznie na zabijaniu kociąt …Nie istnieją też, o ile mi wiadomo, żadne programy mające na celu opanowanie i regulację rosnącej wciąż populacji kotów (za wyjątkiem odstrzału zdziczałych zwierząt, błąkających się po lasach). A szkoda! Byłoby to z pożytkiem zarówno dla mieszkańców osiedli, narzekających na smród i kocie nieczystości, dla owych zaangażowanych emerytów, którzy mogliby odrzucić dotychczasowe odium wstydu i z poczuciem społecznej akceptacji oddawać się swojej działalności, no i oczywiście z pożytkiem dla samych zwierzaków!
Maria Rumak
| Komentarze |
|







