Loenhout to wieś leżąca w prowincji Antwerpii , niedaleko granicy z Holandią. Wieś niewielka, ale słynna na całą Belgię. Dlaczego? Otóż tam właśnie, co roku w drugą niedzielę września odbywa się największe w Belgii korso kwiatowe. W tym roku atmosfera imprezy była wyjątkowa ze względu na rocznicę - korso miało miejsce po raz sześćdziesiąty!
Tradycja narodziła się w roku 1952, kiedy to fetowano otwarcie odnowionej drogi – Brechtseweg. Zaczęło się od tego, że miejscowe dzieciaki przystroiły kwiatami na czas uroczystości swoje rowery i zabawkowe samochodziki, a ich ojcowie zbili z drewna kilkanaście platform, które ozdobiono kwiatami. I chyba się to wszystkim spodobało (zresztą zarówno Belgowie jak i Holendrzy uwielbiają korsa kwiatowe), bo w następnym roku powtórzono imprezę, a w kolejnych latach pozyskano nawet sponsorów - hodowców dalii (bo to główny, niemalże jedyny materiał, którym dekorowane są pojazdy).
Z czasem lista sponsorów się rozrosła, są wśród nich także banki, firmy handlowe z różnych branży, firmy transportowe, prywatne przedsiębiorstwa, oraz oczywiście – pracowite ręce wielu wolontariuszy. Bloemencorso Loenhout organizowane jest przez gminę Wuustwezel i zarząd korsa. Przygotowania do kolejnej edycji trwają praktycznie cały rok. Drużyny biorące udział w imprezie rysują projekty, budują makiety, a potem styropianowe „podkłady”, przeznaczone do udekorowania kwiatami (tysiące główek dalii przypinane są ręcznie do styropianu specjalnymi haftkami). Powołane jury ocenia pojazdy konkursowe w 3 kategoriach wiekowych – Kinderwagens (dzieci), Juniorwagens (młodzież) i Corsowagens (dorośli). Pod uwagę brane są takie aspekty, jak oryginalność i kreatywność, dobór kolorów, kompozycja oraz wrażenie ogólne, czyli współgranie trzech powyższych aspektów w prezentacji pojazdu. Także i publiczność ma możliwość wyboru swojego faworyta.
Uroczystemu przejazdowi korsa towarzyszą występy orkiestr i budujące atmosferę festynu pokazy.
Przyznam szczerze, że korsa kwiatowe początkowo kojarzyły mi się trochę z takim właśnie festynowym kiczem, ale po dwukrotnej wizycie w Loenhout zmieniłam zdanie. Większość prac utrzymana jest na wysokim poziomie, wykonana z niewiarygodna starannością i dbałością o szczegóły, projekty są ciekawe, a kolory świetnie dobrane. I najwyraźniej nie jest to tylko moje subiektywne wrażenie, bo korso w Loenhout cieszy się ogromnym, wciąż rosnącym zainteresowaniem.
Maria Rumak
| Komentarze |
|







