
Ledwo tydzień minął a tyle nieszczęść się nagromadziło. Jako człowiek uzależniony od telewizji i internetu (wmawiam sobie, że to część postępu i ratunek przed zbyt szybkim starzeniem się) ciężko było mi się było poruszać w ostatnim tygodniu po światowych newsach. Zaczęło się od wielkiej tragedii w niemieckiej szkole, wobec której nie sposób przejść obojętnie. Było też o rozpoczętym procesie zwyrodnialca Fritzla w Austrii a kończyło się na udaremnionym zamachu terrorystycznym w Holandii.
W którąkolwiek stronę naszej Unii nie spojrzeć wszędzie okropieństwa, tagedie i poczucie zagrożenia. Siedząc sobie jednak wygodnie w brukselskim apartamencie (wynajętym – żeby nie było) zastanawiałem się czy wszyscy podzielają mój punkt widzenia. Zacząłem więc baczniej przyglądać się ludziom i mocniej uszu nadstawiać. W szkole na Uccle, do której chodzę niemal codziennie, geograficznie kolorowo i językowo różnorodnie, jednak zmiany nie dostrzegłem. Moi znajomi z Kosowa, Turcji (zarówno Ci ‘rodowici’ jak i kurdowie), Rwandy, Kambodży czy nawet ziomale spod wschodniej granicy najjaśniejszej RP nie dali po sobie poznać, że świat się zmienia. Nikt nie chodzi wstrząśnięty czy choćby zaniepokojony newsami – jakby nie istniały! Żeby było mało: na przerwie moje uszy były nastrojone na zdwojoną kakofonię i szum informacyjny spośród których jedyne wyłapane słowa-klucze to ‘Nokia’, ‘Party’ i ‘Manchester United’. Zaiste szczęśliwy to kraj, szczęśliwych emigrantów, a jeszcze szczęśliwszych autochtonów, którzy czasem – jak moja dobra znajoma – w imię jakiegoś buntu, pozbyła się telewizora i nie ma pojęcia czy jej kraj przypadkiem nie uwikłał się w jakąś wojnę lub, że zbiór szparagów w tym sezonie został poważnie zagrożony przez jakiegoś nieznanego robala. Chciałbym być zdolny by zrobić coś takiego. Nie umiem, niestety i, zapewne, nigdy nie będę, skazując swe nerwy, tudzież owłosienie, na szybko postępującą naturalną erozję. Myślę tak sobie czy ktoś tu nie popełnia błędu, błędu zaniechania...a może błędu nadgorliwości? Czy to ‘oni’ chowając głowę mają rację skupiając się raczej na doczesnych, w zasięgu ręki będących przyjemnościach, czy może ja frustrując się co minutę dzięki mojej przyjaźni z CNN i TVP? Zapewne nie ma tu złotego środka i prostego rozwiązania, zapewne nie zrozumiemy się nawzajem ale może uświadomimy sobie choć jedno: nie potrafimy bez siebie żyć. ‘Oni’, gdy już znudzeni hiphopową rozrywką i tańcem na lodzie, zechcą dotknąć prawdziwego życia, nastawić własnego ucha na częstotliwość nadawaną ze świata będą szukać i znajdą EmStację, znajdą mnie. Ja zaś, chcąc przeżyć tygodniowe katharsis, wrzucę ‘the best of ‘80’ i przy duecie Wham! poproszę o pobudkę przed wyjściem*.
Piotr Wiśniewski
Ps. *’Wake me up before you go go’ – tytuł najsłynniejszego utworu duetu Wham! oraz jedna z muzycznych ikon lat ’80.