Tu na sporcie się zatrzymam... John Higgins, który wręcz zmiażdżył w zakończonym w poniedziałek, finale Mistrzostw Świata w snookerze, równie fenomenalnego Shaun’a Murphy’ego zaskoczył wszystkich, mimo, że nie był faworytem turnieju. Faforyzowani i przeze mnie, i przez bukmacherów, Ronnie O’Sullivan i Mark Selby polegli nie doczekawszy finału. Nie tak miało być. W najbardziej podniecającym spotkaniu piłkarskim starego kontynentu (2 maja) Real Madryt podejmował u siebie wieką Barcę i – jak nigdy – poczuł smak pogromu. 2:6 to wynik, który nie przyśnił się największym fantastom, a w Madrycie długo będą pamiętać ten dzień i to bynajmniej nie z uśmiechem na twarzy. Nie tak miało być. Na głowie stanęła też Formuła 1. Honda, zespół, który ubiegłoroczny sezon kończył na końcu tabeli doprowadził japońskich decydentów do rozstroju nerwowego i sprzedania teamu pretendując tym samym do nagrody ’Najgorszego Biznesu Roku’. Zespół przejął Ross Brawn zmieniając nazwę, kolor i dodając kilka zmian w nowym bolidzie...zamieniając żelazo w złoto. Button i Barichello z niebytu sięgnęli gwiazd i po pierwszych 4 wyścigach są na czele stawki budząc podziw i zazdrość. Rewolucja w Formule 1 jest tak oszałamiająca, ze Sławne Ferrari - nomen omen – zajmuje dziś miejsce Hondy sprzed roku! Fortuna kołem się toczy, wszystko się przemieszało...
Marzył mi się choć jeden spokojny, przewidywalny rok, w którym wiedziałbym, że Selby ogra Higginsa, że Małyszowi wiaterek zawsze będzie hulał pod nartami i że Robet z Krakowa z dyfuzorami czy bez będzie lać szampana po każdym wyścigu. W takim spokojnym roku moja żona nie będzie się ze mną kłóciła pamietając, że od jakiegoś czasu preferuję rano herbatę miast kawy, że polski Znany Polityk z Biłgoraja zada Panu Prezydentowi sensowne pytania, no i żeby, co poniedziałek losowano wciąż te same numerki...ale jakoś nie wyczuwam Waszego entuzjazmu, pewnie dlatego, że tak nigdy się nie stanie, bo to lubicie, będąc ludźmi żądnymi emocji i swieżych doznań. Nie pomodlę się więc w intencji ‘monotonii dnia codziennego’ biorąc ten ciężar na własne barki poddając się strzałom okrutnego losu i... cierpiąc za miliony.
Piotr Wiśniewski
| Komentarze |
|
Powered by !JoomlaComment 3.26








