4 czerwca, rocznica, o której mówią dziś wszyscy. Już od dwóch dni snuliśmy z Maciejem wspomnienia naszego małoletniego życia sprzed 20 lat. Każdy z nas zapamiętał coś innego, każdemu z nas koloryt późniejszych lat pokolorował szarość PRL-u zacierając smak wyrobu czekoladopodobnego i cytronady. W 1989 roku miałem 14 lat i także u mnie nastąpił czas zmian: oto szykowałem się do opuszczenia ukochanej, ośmioletniej podstawówki by zacząć quasi-niezależne życie licealne.
Jak łatwo policzyć, podstawówkę zacząłem w stanie wojennym, którego nie pamiętam za dobrze. Przez te 8 lat zmagałem się z nielubianą fizyką, obowiązkową fluoryzacją, zakochiwaniem i odkochiwaniem się w starszych koleżankach oraz z kolejnymi apelami z okazji Wielkiej Rewolucji. Pamiętam, gdzieś w okolicy 7 klasy (lat 13), olbrzymi portret Lenina, który własnoręcznie narysowałem zrzynając niemiłosiernie z ruskiej kartinki, by zawisł on później na czerwonej płachcie w auli. Zindoktrynowane dziecię wyrosło wkrótce na antykomucha i zagorzałego demokratę. W 1989 roku wspominałem wciąż pierwszy lot samolotem, pierwszą zagraniczną podróż i inny świat, jakim były minione kilka miesięcy wcześniej zimowe wakacje w Sofii. To tam po raz pierwszy piłem ‘schweppsy’, jadłem chałwę , odwiedzałem, nieistniejące już dziś, mauzoleum Georgi Dimitrowa i kupiłem winyle Chrisa Normana i Modern Talking. Zobaczyłem też pawdziwe slumsy oddalone od centrum miasta jedynie o kilka tramwajowych przystanków – ten widok utkwił mi w pamięci do dziś. W 1989 roku otworzyły się oczy i uszy wielu ludziom i, choć prawa autorskie wciąż nie były przestrzegane można było już kupić kasety z muzyką Kaczmarskiego, książki: Sołżenicyna, Bułhakowa i handlować dolarami, które w Pewexie wymieniano na tajemniczego batonika Mars. W mojej szkole ogłoszno też wtedy konkurs plastyczny, którego myślą przewodnią była krwawa historia Polski - wziąłem w nim udział.
Moja praca była rodzajem kolażu: namalowałem na arkuszu formatu A1 mapę naszego kraju, pozaznaczałem czerwonymi kroplami miejscowości Oświęcim, Majdanek, Sobibór, Treblinka, a po lewej i prawej stronie naszych granic umieściłem podobne krople przy nazwach Sachsenhausen, Ravensbruck, Bergen Belsen, Dachau i - odkrytych właśnie – Charków, Kozielsk, Starobielsk i Katyń. Zerwany ze starego płotu drut kolczasty powtykałem w krople po niemieckiej stronie z jednej i po radzieckiej (rosyjskiej) z drugiej strony; w ten sposób przez Polskę przechodziły 4 pordzewiałe druty stawiając znak równości zbrodniom okupantów. Babcia chwyciła się wtedy za głowę, uznając pomysł za zbyt śmiały, jednak pani od plastyki przyjęła pomysł i wykonanie z wielkim entuzjazmem. Praca wysłana została na pozaszkolny konkurs...gdzie zaginęła bez śladu.
Piotr Wiśniewski
| Komentarze |
|
|








