Psia krew – ale się wkurzyłem! W UGC De Brouckere, gdzie w poniedziałek byłem oglądać nie tylko film ale i słynnego Kena Loacha, by później wszystko naszym czytelnikom ładnie opisać, zakazano mi robić zdjęcia! Dziamdziatowaty ochroniarz gdy tylko zobaczył w moich rękach aparat wydukał, że ‘zi zis forbiden in ol bilding!’. Rozejrzałem się wtedy pospiesznie dookoła, bo nie raz zdarzyło mi się pomylić budynki (a nawet i sale egzaminacjne) i chcąc upewnić się, że nie zaszedłem do któregoś z banków czy Super Tajnego Ośrodka Badań nad Zagospodarowaniem Przestrzeni na Jowiszu, utwierdziłem się w swoim przekonaniu, że jednak jestem w holu kinowym.Kino, jak wiemy, jest najważniejszą ze sztuk lecz nie znany jest mi inny kraj (może jedynie Indie), w którym tak poważnie podchodziłoby się do X Muzy. Nigdzie bowiem zdjęcie z kubłem popcornu i colą z saturatora nie grozi przymusową eksmisją jeszcze przed wejściem na salę kinową wprost na bulwar Anspach. Stałem więc osłupiały, języka w gębie zapomniałem (chyba nawet po polsku bym się wtedy nie potrafił odezwać) patrząc na pędzących na salę ludzi chcących zająć co lepsze miejsca. Ken Loach tymczasem – pan już jowialny, po siedemdziesiątce – spokojnie rozmawiał ,w oddzielonej od tłumu strefie, z bliżej mi nieznanymi ludźmi. Kilka metrów za nim siedział Bardzo Znany Reżyser brat innego Bardzo Znanego Reżysera i udzielał wywiadu. ‘Aj ripit: kant mejk pikczers in ol bilding,anles ju ar dżurnalist.Ar ju dżurnalist?’ powtarzał uparcie pan ochroniarz i...wtedy mnie olśniło! Przecież jestem ‘dżurnalist’! Potwierdziłem więc pospiesznie swą przynależność do światowej braci pismaków i zerkając mu przez ramię – nie chcąc z oczu zgubić mistrza – wyjaśniałem, że jako ten ‘dżurnalist’ muszę robić zdjęcia, bo to moja praca, że będę o tym pisał i bez zdjęć nie mam się co pokazywać w redakcji. Na hasło ‘pliz – łejt’ w duszy zapaliło się światełko nadziei. Pan ochroniarz, służbista jakich mało, oddalił się o kilka kroków (spoglądając jednak co chwila przez ramię czy mu nielegalnie nie pstryknę na jego służbie) i jął szeptać na ucho jakiemuś eleganckiemu panu przebieg – jak się domyślam – próby zamachu na regulamin obiektu kinowego. Wśród paragrafów, zapewne, nie było ustępu o postępowaniu w sytuacjach podwyższonego zagrożenia ze strony dziennikarzy, więc debatowali dość długo. Już obmyślałem plan B: zamierzałem krzyczeć do samego Pana Kena i paść plackiem na twarz, błagając o pozwolenie wykonania choćby jednej fotografii. ‘
Ok, ser, ju kan mejk pikczers’ - usłyszałem po chwili jak zbawienie i drżącymi rękoma zdjąłem osłonkę obiektywu.
Piotr Wiśniewski
Ps. Na zdjęciu fragment z filmu szkoleniowego ochrony kina UGC dotyczący prewencji i działań w przypadkach napotkania łowców autografów.
| Komentarze |
|
Powered by !JoomlaComment 3.26








