
Umarł koń. Wraz z koniem umarł rozum. W Polsce słowo ‘Pedał’ kosztuje od dziś piętnaście tysięcy złotych, za to w Belgii ponosi się jeszcze większe koszta za głupotę i partactwo. Słowo, jak pokaże niniejszy artykuł, ma ogromne znaczenie i jeszcze większą wartość. Zaczynając jednak od kraju, w którym mieszkamy, wspomnę o wydarzeniu sprzed kilku dni; oto, z ostoi belgijskiej sprawiedliwości, tuż przed rozprawą, znika trzech groźnych przestępców, bo pomogli im koledzy. Do sądu weszło sobie kilku uzbrojonych w kałasznikowy kolegów by uwolnić kamratów. Mówimy cały czas o Belgii. Weszli więc do Palais de Justice i bez zbędnych ceregieli ujęli swych ziomali pod pachy i przy cichym proteście strażników wyprowadzili z budynku. Przypominam: rzecz dzieje się w Brukseli a nie republice bananowej.
Wyczyn ten byłby zapewne najbardziej spektakularnym wyczynem roku gdyby nie faceci z Bruggi. To piękne miasto ma równie piękne więzienie, z którego w równie piękny sposób można uciec. Potrzebne są tylko trzy rzeczy: helikopter, tupet i kompletny brak systemu sprawowania porządku. Tydzień temu stęsknieni widoku swoich kompanów przestępcy podlecieli na dziedziniec więzienia (porwanym wiertaljotem) by ich odebrać, bo zapewne wystarczająco dosyć już garowali. Z wieżyczek strażniczych nikt nie strzelał, bo akurat proce się zacięły, ale i może właśnie dzięki temu było to takie ładne widowisko. Wszystko – cały czas - dzieje się w XXI wieku w sercu Europy.
Pojęcie i podejście do sprawiedliwości zależy od szerokości i długości geograficznej, najwyraźniej. W Polsce wieszają się więźniowie i strażnicy i bardzo to wszystko jest smutne. Tym smutniejsze jeśli krąży to wokół jednej z najokrutniejszych spraw kryminalnych ostatnich lat. Jest jednak i inna twarz naszej Temidy. Piętnaście tysięcy kosztuje dziś w Szczecinie nieoswojenie się z prawidłową terminologią panującą na rynku. „Pedał” to dziś słowo zarezerwowane jedynie dla urządzeń mechanicznych (samochód, rower czy karuzela), bo nazwanie tak faceta o innej orientacji grozi sporym wydatkiem. Jeśli wymsknie nam się ‘pedał’ w kontekście hominidalnym (chodzi o człowiekowate moi Drodzy!) może to oznaczać dla nas koniec wakacyjnych oszczędności. Jest wiele innych słów podobnych do wspomnianego, których znaczenie zmienia się wraz z upływającym czasem i ewolucją człowieka.
Dziś, na przykład, nie wolno/nie powinno się mówić „murzyn”, bo to rasistowskie. Nie wolno również mówić o nr 1 że jest ‘chamem’ lub ‘małym zakompleksionym człowiekiem’, bo wolność słowa tego nie przewiduje. Wspomniany „pedał” wcale nam nie pomaga w rozumieniu istoty rzeczy, poprawianiu własnego światopoglądu i, jak sądzę, nawet solidny mandat nas tego nie nauczy.
Wszystko płynie; czas, obyczaje i ludzkie pragnienia zmieniają się z czasem. Wygrzebałem gdzieś z zapomnienia kilka słów, których znaczenie się zmieniło – tak w jedną jak i w druga stronę. Ot, słowo „kobieta”. Uniwersytet Śląski doszukuje się w niegdysiejszych skojarzeniach tego słowa znaczeń: „nałożnica”, „konkubina” , ale też kojarzą z epitetami „wszeteczna” i „plugawa”. Tu ewoluowało na plus. Jest i inne słowo – „kutas”. Posiłkując się przykładem wikipedii to: element dekoracyjny lub wieś na Węgrzech. Bratankom damy spokój nie wszczynając waśni narodowych, a wracając do dawnej polszczyzny zacytujmy wieszcza Adama:
„Woźny pas mu odwiązał, pas słucki, pas lity,
Przy którym świecą gęste kutasy jak kity,
Z jednej strony złotogłów w purpurowe kwiaty...”
Jak widać to słowo, tak popularne dzisiaj i mające określone znaczenie, ma zupełnie inną etymologię. Przywołuję je by zadać pytanie: czy można dziś nazwać kogoś starodawnym pomponem nie narażając się na potępienie i drenaż domowego budżetu? W zależności od interpretacji sądu w dzisiejszym świecie to wielce ryzykowne.
Sprawiedliwość belgijska, sprawiedliwość polska - obie zdają się być bardzo daleko. Bardzo daleko od szarego obywatela...
Piotr Wiśniewski
| Komentarze |
|








