
Dzisiejsze serwisy informacyjne, gazety oraz wszelkie media oszalały. Nie ma dziś ważniejszego tematu niż to co stało się wczoraj kwadrans przed 22.00 na stadionie w Berlinie podczas trwających wciąż Mistrzostw Świata w Lekkiej Atletyce. Spośród mnogości mniej lub bardziej popularnych dyscyplin sportowych świat zgromadzony na trybunach i przed telewizorami na całym świecie czekał tylko na jedno: finał 100 metrów mężczyzn. Trwające w sobotę kwalifikacje do finału miały wyłonić najlepszych. Wśród konkurentów nie brakowało sprinterów brytyjskich, amerykańskich, jamajskich czy pochodzących z Trynidadu i Tobago. Publiczność ekscytowała jednak świadomość pojedynku dwóch gigantów sprintu – Tysona Gaya (USA) i Usaina Bolta (Jamajka).
Niedzielny bieg miał wyłonić i ostatecznie potwierdzić kto jest najszybszym człowiekiem świata. Gay w tym roku miał wyniki lepsze od mistrza z Pekinu i dzierżącego wciąż rekord świata (9.69) Usaina Bolta, lecz ten drugi biegał w maju w znacznie gorszych warunkach. Napięcie rosło już od kilku miesięcy podsycane przechwałkami Bolta, że to on jest najlepszy i udowodni to w Berlinie. To dolewało tylko oliwy do ognia. Sobotnie eliminacje podzielone na cztery tury pokazały, że Gay ma nieprawdopodobną siłę i przyspieszenie - swój bieg wygrywa. Bolt strojąc miny i małpując do kamery truchtem dobiega do mety na drugim, kwalifikowanym miejscu. Bolt chwilę wcześniej jest też o krok od dyskwalifikacji przez falstart. Na trybunach mistrz zdaje się mieć o wile więcej fanów niż Amerykanin, którzy wywijają dookoła żółtymi makietami rąk w charakterystycznym geście jaki Jamajczyk wykonał w Pekinie. Te makiety mają nawet swoją nazwę: ‘Bolt Arms’. Wsystko jest na sprzedaż, wszystko da się kupić.
Niedzielne zachowanie przed biegiem Usaina Bolta nie odbiega od sobotniego; wygłupia się, żartuje, wykonuje dziwne gesty w kierunku publiczności, jest wyraźnie zrelaksowany i chce to pokazać. Tyson Gay w skupieniu rozgrzewa się koło niego nie zwracając uwagi na ‘małpowanie’ mistrza. Przypomina się tylko jedna taka para z historii sportu – Muhammad Ali i George Foreman. Dwaj giganci boksu, dwaj wielcy mistrzowie, jeden nonszalancki krzykacz, drugi skupiony, cichy olbrzym. W pojedynkach sprzed 35 lat górą był krzykacz choć zwycięstwo nie przyszło łatwo.
Tyson Gay zdaje się skrywać jakąś tajemnicę i to się czuje. Zapewne już za chwilę pokaże, że gwiazda Usaina Bolta zgaśnie tak szybko jak rozbłysła a rekord – być może i rekord świata – za niecałe 10 sekund będzie nosił jego imię.
Wystrzał z pistoletu startowego i pierwsze stopy odbijają się od bloków startowych, pierwsze kolana mocno prą do przodu. Przez ułamek sekundy wszyscy są sobie równi, wszystkie głowy pochylone by za chwilę spojrzeć przed siebie na 100 metrowy dystans. Wtedy właśnie, po sekundzie jest już wszystko jasne, wiemy już, że ON wygra a reszta będzie go tylko gonić. Wynik nie będzie przesądzony o włos czy długość desperacko wypchniętej na ostatnim metrze szyi – będzie spokojnym potwierdzeniem, że mistrz jest tylko jeden.
Tyson Gay dobiega do mety bijąc rekord Stanów Zjednoczonych i osiągając wynik jedynie o dwie setne gorszy od rekordu świata. Starego rekordu. Usain Bolt, bowiem, dociera do mety o 1,5 metra przed nim ‘przekraczając granicę dźwięku’ z czasem 9.58 i bijąc tym samym dotychczasowy rekord oraz swego konkurenta.
Piotr Wiśniewski
| Komentarze |
|








