
Spotkanie wyjątkowe, z wyjątkowym człowiekiem. Wraz z Maćkiem i Kamilem zaproszono nas do Konsulatu RP przy Rue des Francs na wyjątkowe spotkanie. Z inicjatywy Pana Konsula Piotra Wojtczaka zorganizowano kameralną kolację z człowiekiem, z którego głosem liczono się niegdyś niezwykle, którego świat nie zaczynał ani nie kończył się w Polsce. Lwowianin –doskonały 1922 rocznik – pół życia spędził w Polsce, drugie pół tu, w Brukseli.
Leopold Unger dla wtajemniczonych wzór klasycznego dziennikarstwa, przez wiele lat pisał i obserwował świat w imię wolności, w imię jedności. Jego głos pisany, mówiony czy depeszowany był słyszalny i słuchany ‘wtedy’ i teraz: między daniem z kaczki a deserem truskawkowym. Był świadkiem wojennej zawieruchy, tworzenia się emigranckich ośrodków kultury, wichrów końca lat sześćdziesiątych, kryzysów światowych, upadków reżimów i wyzwoleń narodów. Zna wszystkich, których należy znać, wszystkich których humanista jak ja czy Maciek chcielibyśmy znać. Ma ponad 80 lat i z powodzeniem korzysta z uroków elektronicznego świata; twitterów i internetowych blogów i gdy tak mu się przyglądałem nie potrafiłem w nim dostrzec zrezygnowanego życiem starca, których na ulicach mego rodzinnego Poznania dostrzegam ilekroć tam jadę. Leopold Unger jest jak księga, może nawet jedną z tych mądrych ksiąg świata, która fascynuje jeszcze przed otwarciem i która onieśmiela. Onieśmieleni byliśmy chyba wszyscy lecz mówić mogę jedynie za siebie...
Kolacja była lekka z odrobiną wina i przepyszną kawą i tylko panu Ungerowi, z uwagi na naszą ciekawskość, nie dane było się nią nacieszyć .
Gdy ostatnie światła w Konsulacie zgasły my wciąż jeszcze staliśmy na chodniku żywo dyskutując o zakończonym wieczorze z Brukselczykiem. Być może następnym razem uda mi się go spotkać w jednej z tysięcy kawiarni starej Brukseli.
Piotr Wiśniewski
| Komentarze |
|








