Telewizja kłamie? Tak niegdyś mówiono, pisano na murach – zapewne tak było. Dziś powiedzielibyśmy, że również ogłupia. Nie o edukacyjnych walorach będzie jednakże mowa, bo...telewizja również cieszy. Zwłaszcza za granicą. Od niedawna mam przyjemność, przyjemność ponownego odkrywania polskiej telewizji po długiej rozłące z polskimi mediami. Przyjemność jest wypadkową zaspokajanej wciąż na nowo ciekawości...
Wśród mnogości kanałów (tematyczne z oczywistej oczywistości pominę) wciąż króluje polityka, która trzyma się całkiem mocno. Ona jednak zapewne nigdy nie da się usunąć w cień więc dokładać jej nie będę. Dziesiątki identycznie zaczynających się seriali, wykrojone spod ręki tych samych dekoratorów wnętrz, kostiumologów i nawet z tak samo myślących łbów scenarzystów powstałe, to druga rzecz o jaką zacina się mój pilot. Rano (choć pora ta mi wroga) mogę też, pijąc kawę czy herbatę, dyskutować o długości kiecki prezenterki telewizyjnej, najlepszej diecie dla kota syjamskiego lub kiedy tak naprawdę najlepiej urwać się rodzicom i zacząć życiową katorgę na własna rękę. Telewizja ewoluuje choć niekoniecznie zmiany mają korzystny wpływ na moje trawienie. Ot, kolejny koszt emigracji.
Są jednak perełki i powiem, że na tym polu jesteśmy mistrzami. To reklamy, Kochani, reklamy. Absolutne mistrzostwo i wirtuozeria wolnej myśli, środków wyrazu i frywolnego dowcipu. Przytoczę trzy z nich: oto Bardzo Znana Sieć Telefonii Komórkowej, która furorę robiła niegdyś ‘kopytkiem’ dziś w reklamowym skeczu wprowadza poprawkę. Poprawka ma dostojny kształt Jadwigi Basińskiej wprowadzonej na cesarskich noszach do salonu. Zmieszany doradca poprawkę najwyraźniej akceptuje lecz prosi o radę szambelana, który tę poprawkę wniósł itd, itd, skecz się rozwija.
Druga. Najsłynniejszy żyjący francuski aktor został upolowany przez tych samych łowców, którzy niegdyś zasadzili się na Cleese’a i De Vito by przekonać Polaków do oszczędzania w dobie kryzysu. Francuskie zmagania z językiem polskim w monologu rodem z pasikowskich „Psów” żyją już teraz osobnym życiem. Zapewne będzie kontynuacja.
Dziś jednak trafiła mi się prawdziwa perełka. Ksiądz przyłapuje gosposię na sprzątaniu parafii, wypisz – wymaluj takiej jak te z polskich seriali (i gosposie i parafie) . Gosposia ładuje śmieci do czarnego wora starając się w pocie czoła wykonać swą posługę jak najlepiej, jednak popełnia niewybaczalny błąd. Surowe oko księdza dostrzega niechlujstwo wyrzucania, a elastyczny, natchniony umysł naprędce buduje krótkie lecz dobitne kazanie o...segregacji śmieci. „To grzech. Grzech ekologiczny!” – kończy pozostawiając gosposię w poczuciu popełnienia ciężkiego grzechu. Ta reklama powstała z inicjatywy Ministerstwa Środowiska.
Ciekawe? Do obejrzenia tylko w polskiej telewizji!
Piotr Wiśniewski
| Komentarze |
|








