Politycy są uzależnieni od polityki. My z resztą też. Uzależnienie ma to do siebie, że zazwyczaj jest negowane i odpierane mnóstwem kontrargumentów. Politykom dziwić się nie można gdyż kiszą się we własnym sosie; podobnie jak kowale o żelazie i kuciu, jak piekarze o bułkach tak oni o sojuszach i pudru w tv gadać potrafią godzinami. Niestety lobbing rzemieślników nie ma na nas takiego wpływu jak panów od ‘układów’ i tu jest pies pogrzebany.
Otóż Polak w Polsce już prawie nie ma co oglądać niźli tylko gęby kandydatów i ich sztabowców. Rzeklibyśmy: „to czas wyborów”, ale po ostatnich miesiącach spędzonych w kraju jestem przekonany, że po wyborach ciśnienie wcale nie zejdzie. Będzie działo się wiele – już widzę te debaty nad obsadzaniem kolejnych stanowisk (choćby tych osieroconych po smoleńskiej tragedii) , później część druga dyskusji nad tragedią, rozliczenia popowodziowe, sprawa afgańska i przygotowania do kolejnych wyborów. I tak w kółko. Ktoś powie, że to żadne odkrycie i tak to przecież już na świecie jest, że jest i polityka, i sex, i gry komputerowe. Wszystko to prawda. Jest jednak, wśród innych prawd, prawda i ta, że żaden temat nie atakuje nas tak jak polityka. Łatwo to porównać na przykładzie Braci Belgów, którzy (który to raz) zmagają się z kryzysem politycznym u siebie. Belgia to kraj, który potrafi – przynajmniej w wymiarze społecznym – funkcjonować bez polityki, ba, nawet nie specjalnie robiąc z tego tzw. ‘halo’. Nawet w obliczu zagrożenia rozpadu kraju statystyczny Belg ograniczy się do wywieszenia flagi lub nalepki na samochodzie, że ‘ręce precz od Belgii’ itp. Na manifestację w centrum Brukseli, która miała pokazać jedność myśli i dążeń przyszło ok. 2000 osób (dla porównania: 3 lata wcześniej było to 40.000) i jak się można spodziewać nie obeszła specjalnie ani media ani tych co w domu zostali. Wynik wyborów, które zakończyły się kilka dni temu w Królestwie, nie powinien więc nikogo zaskoczyć i szumu też żadnego nie widać. O tyle to dziwne, że gdybyśmy wrócili na własne poletko i wyobrazili sobie, że wybory wygrywa Młodzież Wszechpolska (wersja dzisiejsza) to zapewne doszłoby do wojny domowej.
Cóż, Belgowie najwyraźniej uzależnili się od zimnego Leffe i gofrów z gorącą czekoladą – my zaś od Szkła Kontaktowego i kiełbasy wyborczej. Ale na wybory i tak należy iść!
Piotr Wiśniewski
| Komentarze |
|








