
Introdukszyn. ‘Wstęp’ mi kazali napisać do tego co będzie się tu działo – a będzie się działo! Blog mi założyli chociaż ja nigdy wywnętrzać się nie lubiłem, ale widać czasy dziś inne i trzeba. Z duchem postępu więc podążam myśląć podstępnie jak tu użądlić i łyżkę dziegciu dodać – to lubię najbardziej. Jest jeszcze coś co bardzo lubię, wtedy pomysły mi do głowy przychodzą i radość pod sercem wielka, pytacie „co to”? Przecież to jasne! Jasne z pianką!

4 czerwca, rocznica, o której mówią dziś wszyscy. Już od dwóch dni snuliśmy z Maciejem wspomnienia naszego małoletniego życia sprzed 20 lat. Każdy z nas zapamiętał coś innego, każdemu z nas koloryt późniejszych lat pokolorował szarość PRL-u zacierając smak wyrobu czekoladopodobnego i cytronady. W 1989 roku miałem 14 lat i także u mnie nastąpił czas zmian: oto szykowałem się do opuszczenia ukochanej, ośmioletniej podstawówki by zacząć quasi-niezależne życie licealne.
No proszę! Już miałem od sportu dać sobie zasłużone wakacje, zajmując się co najwyżej dmuchaną piłką plażową, a tu tyle spraw do obgadania. Barcelona bije w finale Ligii Mistrzów Manchester United 2:0, w Polsce Wisła broni tytuł spychając długo faworyzowanego Lecha aż na trzecią pozycję, Rafael Nadal sprawia największą sensację przegrywając w niedzielę w lasku bulońskim ze Szwedem Soderlingiem i zamawia lot powrotny do Hiszpanii. Nie bez emocji się obyło i w Belgii gdzie RFC Liege pogrążył brukselski Anderlecht zgarniając na finiszu tytuł mistrza kraju.
Szaleństwa Paryża. Taką nazwę nosiło pewne francuskie varieté, w którym przed laty miałem okazję spędzić wieczór. Niewiele wtedy wiedziałem o Paryżu i jego szaleństwach skupiając się jedynie na tańczących panienkach i pitym po raz pierwszy prawdziwym szampanie. Panienki nie były prawdziwe gdyż okazali się nimi smukłonodzy faceci, za to szampan był jak trzeba. Tydzień temu miałem okazję przypomnieć sobie smak tego wybornego trunku.
Świąt czas zbliża się dużymi krokami. Tysiące rodaków wybrało się wszystkimi możliwymi wehikułami w podróż do Polski przemierzając Europę wzdłuż i wszerz. Ja również. Od kilku dni stąpam już po świętej polskiej ziemi racząc się domowymi smakołykami, zamieniając Duvela na pospolite, Tyskie. Jako ‘gość niedzielny’ mam taryfę ulgową i nikt mnie nie angażuje w szaleństwo świątecznego pieczenia i gotowania. Nie muszę również robić zakupów – dobrze mi z tym. A propos zakupów; zawsze święta kojarzyłem właśnie z amokiem zakupów a tu, wierzcie mi, jakoś dziwnie spokojnie.Każdemu przydałby się czasem. Każdy szuka tego przycisku gdy ma już dość – jakże często nam się to zdarza, hę? Minął tydzień i długo oczekiwany weekend. Tydzień, wiadomo, pracowity choć zakończył się milusio – galą pełną ziomali i miłośników Mozarta – to w piątek, a szczegóły w innym, poważniejszym artykule. W sobotę był, jednak, długo oczekiwany mecz i kwalifikacje do F1, które...ale po kolei.