
Po wakacjach. Dla całej rzeszy nie wypalonych poszukiwaczy to banał, ba, anachronizm. Tych lubimy. Poszukiwacze są wśród nas. Nie pochwyceni w sidła korporacyjnych tudzież medialnych guru, którzy co rana ogłaszają wszem i wobec, znaczy nam, społeczeństwu, że to już koniec albo że, dla odmiany, początek. Piotr, który zaciera już dłonie i szykuje kremy o wysokim filtrze, by popijać jasne w tropikach wywołał, nieświadomie być może, temat głęboki jak sama wieczorna nad nim zaduma. Popadając w leniwą przesadę o niefrasobliwym pseudo filozoficznym charakterze powiem, iż widzę tę naszą mieszczańską codzienność w stanie przejściowym.