Przesiadując od pewnego czasu za granicą rozmyślam nieco o pojęciach, które w ojczyźnie miewały znaczenie zasadnicze. Patriotyzm zajmuje tu ważne miejsce, więc o nim teraz właśnie.
Patriotyzm się nam przekazywało, serwowało na tysiącach stron ciężkich jak cegła powieści, karmiło nim tłusto i wymagało aktywnego uczestnictwa (współczesność, fakt, nieco zmiękcza ten wyraźny ongiś obraz).
Bohaterowie giną a artyści opiewają - i nie ma w tym wyjątku, każdy musi zrozumieć miejsce Polaków w ich własnej i światowej historii. Kochać ojczyznę się nas uczyło tą właśnie bogatą rzeczywistością estetyczną, która właściwie nie zostawia zbyt wiele przestrzeni dla definicji, a więc refleksji czym patriotyzm rzeczywiście - dla nas szczególnie – jest.
Współczesność skazuje jednak patriotyzm na dewaluację. Potencjał, z którego dumni byli jeszcze nasi ojcowie teraz ma wymiar zaledwie skansenu. Wartość, jak chcą myśliciele, stała się sztandarem bądź to ciemnogrodu, bądź to politycznej manipulacji – jednym słowem stała się narzędziem, rzeczą od czasu do czasu używaną w różnych celach. Znikł etos. Nie ma w gruncie rzeczy specjalnych powodów by się do niego odwoływać. Owszem, słowo w dalszym ciągu żyje, pytania o ojczyznę stawia się nieustannie. Są to jednak sprawy bliższe socjalnym kłopotom i medialnemu zamieszaniu. Uczniowie szkół podstawowych i średnich nie marzą już o bohaterstwie. Wolą już raczej debaty o Unii Europejskiej, w której patriotyzm staje się lokalną jakością, punktem odniesienia do języka i kultury. Dużo, zapewne, ale w plątaninie spraw ważnych patriotyczny - znaczyć może tyle co nacjonalistyczny a to już niedobrze. W Polsce rządzi obecnie koalicja, która do patriotycznych wartości ośmieliła się odwołać zdecydowanie, stawiając im naprzeciw europejski relatywizm moralny. Sukces wyborczy osiągnięto więc stosując taktykę szukania wspólnego wroga. Niby ten sam mechanizm – Polska w niebezpieczeństwie. Teraz jednak użyty, właśnie - użyty, nie wywiedziony z głębokiego przekonania. W ten sposób pieczętuje się proces stopniowego zanikania gorących niegdyś pojęć.
Historia skazała nas na nieustanny niepokój. Baliśmy się ponieważ niebezpieczeństwa były prawdziwe, cierpieliśmy więc strach rozsądny i bohaterski. Ten rodzaj obaw jest jednak dość długotrwały i co gorsza – dziedziczny. Dziś miewamy więc w sobie ten sam strach, choć literatura wietrzeje w głowach uczniów, choć kino amerykańskie na co dzień a świat staje się coraz to mniejszy. Łatwo nas wciąż obudzić do niepokoju, który wsparty niepewnością lub kompleksem niższości wyciąga na światło dzienne to co najmniej przydatne – patriotyzm, jak kiepską anegdotę, opowiadaną niewłaściwym osobom w niewłaściwym miejscu. Można tylko chrząkać z lekkim zażenowaniem.
Być może prawda o szkolnych pojęciach leży zatem w ich ponownym odkrywaniu. Odkładane na półki książki pozostawiają jakiś słabiutki ogieniek pamięci. Coś było, jakaś zapomniana opowieść, po której zostało nazwisko, może data i refleks myśli, że się wygrywało bitwy, że dyplomacja, że istotny partner w międzynarodowej polityce…. Kto wie czy gdyby przypomnieć sobie całe teksty, te albo inne, gdyby odkryć, gdzieś pomiędzy wierszami, o co naprawdę się walczyło? Czy szło tylko o rycerski honor czy może jeszcze o własny dobytek czy przywiązanie irracjonalne do miejsca. Pojęcie (patriotyzm) – a co się stanie jeśli je nieco odbrązowimy? Eksperyment na wagę jego ośmieszenia, zniknięcia nawet. Lifting słowa, które ojczyznę usytuuje bliżej życia - patriotyzm - ponieważ kraj był wart ludzkiej a nie tylko bohaterskiej uwagi.
Kto wie, może wtedy, odnalezieni w nowej rzeczywistości znaczeń mniej lubianych słów będziemy potrafili rozmawiać nie bojąc się własnych odniesień równocześnie ostrożnie odnosząc się do relatywizmów. A polska szkoła nie oglądając się na przypadkowych protektorów ciągle będzie uczyć, no, może bez wykrzykników.
| Komentarze |
|








