Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie, czyż nie? Mądrość przysłowia, która wszystko tłumaczy w dowolnym pozostając kontekście, jak dźwięk jakiś, beknięcie czy tupnięcie, co innego oznacza w zależności od słuchacza, że się tym tanim rymem wykpię. Ciekawym co Piotr o przysłowiach sądzi, Piotr, sąsiad z bloga obok.
Króciutko, żeby Ż jak wcale nie żółtą, bo niby czemu, codzienność opisać. Nazbierało się z tygodnia. Kilometry za kółkiem w niespokojnym skupieniu, popijając pseudo redbule z aldika czy lidla, znalezione na dnie teczki, z zatartą datą ważności. Niejeden już raz specyfik ten o smaku i zapachu perfumowanego moczu uratował mi skórę. Podróże z i do Polski weźmy. Specyficzna atmosfera, w której fałszywy czy nie redbul smakuje, ponieważ zapowiada odkupienie od próbującego zawładnąć na amen człowiekiem zmęczenia. Puszeczka średnia, specjalnie wykombinowana przez designerów i speców od marketingu, żeby na kilka łyczków było tylko. Bąbelki malutkie, drapiące lekką, swędzące nawet, bym powiedział. Otwierasz puszkę, pstryk, i cały samochód przenika ten intensywny odór niby landrynek (wyżej napisałem mocniej czego). W normalnych warunkach nie do zniesienia, tu, nagle, człowiek pochłania podwójną dawkę i śmielej patrzy w przyszłość. Niezły przyczynek do rozważań o tym jak to my w relatywnej codzienności żyjemy, prawda Piotrze?
Dość już o redbulach. Także pseudo. Poza tym jasełka, to dziś. I moja niezrównana córka Łucja, która wielkim głosem, z uśmiechem i tak, że zmarłem, wyrecytowała swój tekst który szedł jakoś tak (zapamiętałem przez domowe codzienne powtarzanie) ‘Tam spoczęli w czymśtam, na sianie, tam miłości cud się ziścił, niepojęty w swym całym ogromie, lecz przez wiarę dostępny dla wszystkich’. Ile w tym entuzjazmu było. No. Bym się rozbeczał jak zwykle w takich okolicznościach ale trzymać trzeba było fason, bo sala pełna była i oświetlona za bardzo. W chwilkę później pomaszerowałem dokarmić kwilącego Cecyla, moją młodszą, emocje więc ogarnęły mnie już inne. Całość jasełek poprowadziła moja piękna żona Zosia. Dobrze to wyszło. I rodzice i dzieci zadowolone. Ani cienia krytyki. Oby tak nam ze wszystkim dobrze szło.
Zdarzeń zeszłotygodniowych nie wyliczę, ponieważ późno jest. W każdym razie oprócz podróży i jasełek był jeszcze spacer po mieście i piłkarzki. Piłkarzyki to jedyny sport, który uprawiam z prawdziwą pasją. W knajpie do której trafiliśmy na obrzeżach piłkarzowatego stołu były popielniczki. Stoję, obrona lub atak, obojętne, w zębach mam kipa, obok piwo. Strzelam bramki. W zdrowym ciele zdrowy duch. Czego i Państwu życzę.
Uwagi wszelkie ślijcie pod mój tajny adres
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Adres ten niedługo zniknie ponieważ Kamil uznał, że nie wypada podawać go na łamach EmStacji. Reklamacje w tej sprawie –
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.