EmStacja - Polski przystanek w Belgii

Tuesday
Feb 07th
Text size
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Home BLOGI Ż jak życie Wspomnień czar – część I

Wspomnień czar – część I

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Piotr każe mi dokonywać wiwisekcji mojej pamięci w związku okrągłymi rocznicami. Zrobię to choć dotykanie przeszłości nieustannie wiąże się z wywlekaniem, odkrywaniem na nowo itp. Relaksów nigdy nie miałem, a chciałem. Moja mama wyszukała wtedy jednak jakiś, nie wiedzieć skąd, oryginalny fason obuwia, takiego zapinanego na rzepy. I chodziłem po szkole jako jedyny w tym wyróżniającym się obuwiu z poczuciem lekkiego zażenowania, inności.

Nie dostałem też na komunię zegarka. Obyczaj tych czasów nakazywał dac młodemu chrześcijaninowi czasomierz, co by się nie spóźniał na sumę i punktualnie stawiał na lekcje. Ja natomiast od mojego chrzestnego, który parę lat temu obdarował mnie niewielkim za to cudownym pudełkiem lego z koparką w środku, dostałem aparat fotograficzny. Aparat był przepięknym urządzeniem, jeno bezużytecznym. Był to tak zwany duży obrazek, a w tych czasach nabycie takiego filmu a potem wywołanie go itp. graniczyło z absurdem. Aparat ten przeszedł 10 lat później w ręce mojego kolegi, który przejściowo z pasją zajmował się fotografią. On to wykonał tą maszyną pierwsze foty.
Na komunię nie dostałem również roweru ani nawet żadnej biżuterii.

Pamiętam za to, że w związku z komunijną imprezą po pierwsze:
Moi rodzice nabyli kawał czarnorynkowego wieprza i przyrządzili z niego całe mnóstwo smakowitych potraw (pracując w pocie czoła całą noc chyba)
Po drugie: ponieważ z kościoła do domu było dość daleko, tego dnia wracałem do nas taksówką marki fiat 125 p, koloru żółtego.
Co do komunijnych wspomnień, to pamiętam jeszcze przymiarki tzw. ubranka zwanego również (całkiem serio) garniturkiem. Ubranko to, oryginalny garnitur dla dziewięciolatka, szyto mi na miarę u słynnego gliwickiego krawca o nazwisku  Łój. Do Łoja chodziły wtedy całe eleganckie Gliwice, i ja, który swój materiał na garniturek otrzymałem od mojej babci Jasi, która to nabyła go korzystając ze swoich rozlicznych znajomości, w owym czasie bezcennych.
Znajomości wtedy to był temat rzeka. Człowieka szacowało się stanem jego socjalizacji. I nie była to, jak dziś, jakaś towarzyska relacja międzyludzka. W tych czasach znajomości to był deal. U pani Krysi można było blok czekolady załatwić, u pana Wacka  - rzeźnika, kawał solidnej karkówki, spod lady. Babcia celowała w tym załatwianiu i znajomościach zaskakując nas to pomarańczami, to jakimś innym reglamentowanym dobrem. I nie były to produkty wystane w kilometrowych kolejkach. One były załatwione, były owocem operatywności, która w tym systemie premiującym miernotę i bezwład pełniła funkcję wartości.
Po znajomości można było tyle, że potem jak już komunizm w końcu upadł, to ani moja babcia ani wielu innych, wtedy operatywnych, w nowej rzeczywistości nie potrafiło się przestawić na rynkową, uczciwą codzienność. Do dziś w języku funkcjonuje kolokwializm  - dostać w sklepie. Dostać do ręki, bo kupić za pieniądze to każdy głupi potrafi.

Komuna walnęła mi za plecami. Obeszło mnie to średnio. Owszem, pamiętam ten rodzaj zaangażowania w sprawy kraju czternastolatka - kiedy to jednym uchem chwytałem dochodzące z TV emocje całym sobą brnąc we włąśnie owładające mną namiętności do Dominiki. Komuna padała a ja cały swój życiowy entuzjazm poświęcałem taktyce, która w konsekwencji miałą mi zjednać jej przychylność. Podczas pierwszego i ostatniego zarazem wspólnego tańca usłyszałem The End z jej boskich ust. Runął świat. Komuny w nim już nie było a mnie przyszło powoli i mozolnie dorastać w nudnej, wolnej Polsce. 

 

 

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
admin (SAdministrator) 2009-06-11 01:10:43

Ja pamiętam, że na mojej komunii była Coca-Cola, a wtedy dostałem grę
telewizyjną która ap ropo mam do dziś, słyną "Atari".
Maćku,
zazdroszę ci tych wspomnień, czekam na część 2.
erato 2009-06-11 11:04:55

uklady- układziki, koneksje i przebojowość. Polak potrafi! Co prawda kolejek
jako takich nie pamiętam. I nie wiem, czy to wynik mojej ulotnej pamięci, czy
rozpostarte skrzydła rodziców, przyslaniające rzeczywistość. Jedyny
przebłysk, to moment, w którym "przywozili" kawę. Tylko tyle
pamiętam... a i jeszcze obrotność moją dziecięcą, kiedy to za lizaki,
łemkowskie poisenki w sklepie śpiewałam. Ot taka słodka kariera. Dużo
ciekawsze Twoje wspomnienia, zatem kiedy kolejna część?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch:
:(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo::huh::whistle:;):s
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."