Kiedy, całkiem od czasu do czasu, sięgając pamięcią do lat sprzed 1989, pękam z dumy przypominając sobie jak to ja, uczeń klasy bodaj ósmej, może nawet siódmej, na lekcji WOS-u (Wiedza O Społeczeństwie) zadałem naszej pani, takiej chudej, sympatycznej, pytanie z gatunku trudnych i podchwytliwych zarazem. Szło o kierowniczą rolę partii (PZPR) i o jej jednomyślnych sojuszników w postaci SD i ZSL. Dlaczego, pytałem spontanicznie, teraz powiedział bym, nieco dramatycznie, otóż dlaczego w omawianym na lekcji systemie funkcjonują aż trzy partie.
Na lekcji doniesiono nam, iż wszystkie trzy w kwestiach zasadniczych są jednomyślne, po co więc mnożyć byty, no, ogólnie, po co trzy? Pani na pytanie odpowiedziała wymijająco. Już nawet nie pamiętam, czy próbowała jakoś bronić koncepcji. W każdym razie rzecz po kościach się rozlazła, nie wychodząc poza obręb lekcyjnej pogawędki. Powiedzieć trzeba, że nie stawałem wtedy przed światem, jak rasowy opozycjonista. Dla komunistów sprawy były przesądzone. Na górze dogadane, nikt poważny nie myślał o ideologii. Był to czas pierzchania z niewygodnych miejsc. Wszyscy stawali się coraz bardziej poprawni politycznie, okazywało się, że co po któremuś nauczycielowi system od dawna się nie podoba. Taplaliśmy się więc w tej atmosferze krypto bezkarności, od czasu do czasu zadając tego rodzaju niewinne pytania. I tylko niejaki Jasicki zwany Jasiem zamrozi na moment nerwy Grona Pedagogów. Wynikła afera. Ktoś napluł na portret Lenina. Nie szło już wtedy o to, że Lenina jeno że napluł. Faktycznie. Na przerwie przechadzając się głównym pasażem można było obserwować rozpłyniętego gila koloru jasno zielonego, który w najlepsze bezcześcił portret wodza rewolucji. Były jakieś konsekwencje. I chyba nawet Jasiu pożałował. W sumie jednak, i to rozeszło się w tych czasach zmiany po kościach.
Co różniło rok bodaj właśnie 89 od innych, to swoboda wyboru – czy iść na akademię z okazji Rocznicy Rewolucji Październikowej czy nie. Można było zostać na lekcji. Bez żadnych konsekwencji. Rzecz jednak nas przerosła i polityczny zabieg dyrekcji okazał się jednym z tych banalnych acz skutecznych, stosowanych w następnych latach, i ni tylko na młodzieży. Otóż większość na obchody poszła, bo nie musiała siedzieć na lekcjach. Opozycja, szczątkowa, z tych najbardziej uświadomionych politycznie, miała matematykę czy coś.
Eksperyment starej władzy się powiódł. Okazało się, że nawet młodzież to w gruncie rzeczy konformiści. Dowodów na ten naturalny stan ludzkiej kondycji mieliśmy całą masę w latach 90. Potem z resztą też.
| Komentarze |
|
Powered by !JoomlaComment 3.26








