EmStacja - Polski przystanek w Belgii

Tuesday
Feb 07th
Text size
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Home BLOGI Ż jak życie O pompie i umieraniu

O pompie i umieraniu

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

 

Ponaglany przez Piotra wyłażę powoli z dziury twórczej niemożności, nie mylić z niemocą, która owszem, nieustannie czai się gdzieś w pobliżu, jednak, póki co, dotyka tylko w wyobraźni – którego to przekonania będę się trzymał aż mi ostatnie słowo na koniuszkach palców wyschnie. Było o umieraniu. Jako że nadganiam, będę się trzymał tematu. Chodzi mi po głowie, że ludzi się różnie odprowadza, po tym jak już ten padół duchowo opuścili i  ich ciało niedoskonałe spoczywa w trumience. Niektórzy w sumie całkiem niezasłużenie miewali fetę na cały, dajmy na to Radziecki Związek, mimo iż za życia byli najgorszymi kanaliami lub co najmniej parszywcami. Stalin czy Breżniew.

Pochówku tego pierwszego nie pamiętam, za to drugiego chyba całkiem nieźle (pod warunkiem, że nie był to pogrzeb któregoś z jego kumpli – następców, jakiegoś Andropowa czy innego bielutkiego starca, który to na inwalidzkim wózku zasuwał do Kremla, by parę ostatnich miesięcy życia ogrzać zmęczone kości w blasku chwały Pierwszego Sekretarza). Pochówek ten zaaranżowany był ze znaczną pompą, było wojsko, przedstawiciele organizacji, kombatanci (dobre Ruskie). Wszyscy wyprasowani, w szeregu, dziarscy, zagapieni  to w trumnę, to w komitet pożegnalny, który w milczeniu, ubrany w czapy z jakichś drogich futerkowców i płaszcze, w bezruchu obserwował to ponure widowisko. Całość była transmitowana w 1 programie TVP. Rano, w dzień powszedni. Leciało, a człowiek się gapił.

Potem już nie przypominam sobie żadnej pogrzebowej pompki, aż do ceremonii pożegnalnej MJ. (Co nie znaczy, że nie mam gdzieś na brzegu mojej świadomości  ceremonii  odprowadzania księżnej Diany, o JP II już nie wspomnę - ale to, zwłaszcza ta druga, trochę inna jakość, choć, na co zgoda, dekoracje siłą rzeczy zbliżone). Tejże już nie śledziłem, nawet z nudów, ale Piotr śledził i wie. Była pono dramaturgia i celebryci. Wszystko, żebyśmy po pierwsze króla pożegnali, po drugie bez szemrania nabyli album – składak w sklepie (a nie ściągnęli zdradziecko, pozbawiając w ten sposób spadkobierców należnego im skromnego dochodu). MJ skończył marnie. Był jednym z ostatnich genialnych nieszczęśników, dla których talent i sława okazała się zdecydowanie zbyt ciężka do uniesienia. Michael nie żył już od dawna. Żyła jego legenda, on sam, zamknięty w swoim chorym ciele i umyśle niezdarnie próbował tej legendzie wyjść na przeciw. To ostatnie lata. Jak był wcześniej, trudno włąściwie odgadnąć, nie sposóbm póki co, wyłapać tego delikatnego momentu, kiedy z wrażliwego dzieciaka Michael zmienił sie w androgenicznego cyborga. Kwiatki na grób MJ.

W cudownych czasach odzyskanej 20 lat temu wolności świat nam galopował przed oczami. Dziś zdaje się chować do trumny. Odchodzą ci, których żeśmy na tym świecie zastali. Jak wyobrazić sobie życie bez obecności w nim Zbigniewa Zapasiewicza czy Leszka Kołakowskiego. Aż mnie ściska w dołku, już od rana, kiedy to przerzucam poranne wiadomości, czy znów ktoś nie umarł z tych moich wiecznie żywych bohaterów.

 

Wiadomość z ostatniej chwili - tego się właśnie obawiałem - W wieku 113 lat zmarł na południu Anglii uznany za najstarszego mężczyznę na świecie weteran pierwszej wojny światowej Henry Allingham. Jak podają brytyjskie media, Allingham - urodzony w 1896 roku - był jednym z tylko już dwóch żyjących w Wielkiej Brytanii weteranów pierwszej wojny światowej. W ubiegłym roku wziął udział w uroczystościach 90. rocznicy zakończenia tej wojny - w czasie rozmowy z dziennikarzami mówił, iż "nie jest w stanie zapomnieć wielu rzeczy z tej wojny, o których nie chciałby pamiętać". Walczył jednak także w następnej wojnie.
Ostatnie lata spędził w domu opieki w Ovingdean pod Brighton. Jak powiedział w sobotę cytowany przez portal BBC kierujący ośrodkiem Robert Leader, do ostatnich dni Allingham był bardzo aktywny.
- Był człowiekiem o olbrzymim poczuciu humoru - miał też wielki apetyt na życie - powiedział Leader.

Źródło rp.pl

 

Ktoś może zadaje sobie pytanie, czemu to wywody o umieraniu i  ilustrowane są fotografią spienionych fal. Otóż fale dają spokój i nadzieję. Nadają rytm, który to jest nieustępliwy, wieczny a równocześnie złamany, ciekawy, leciuteńko podniecający. Rytm fal, by nie szukać znowu zbyt trudnych i tylko trochę błyskotliwych analogii, przywołuje na myśl rytm życia. Przypływ i odpływ, ocean, który nas łągodnie przykryje, nastroje od spokojnego falowania aż po sztorm. Fale podobnie są niepokojące, zwodnicze i piękne.


 

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch:
:(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo::huh::whistle:;):s
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."