Organizowana po raz czwarty gala konkursu Polak Roku w Belgii za nami. W zeszłym tygodniu odczytano nazwiska. Oczywiście wybitne. Dumni jesteśmy z siebie. Niektórzy tę dumę zwykli ukrywać, inni afiszować dla odmiany, a jeszcze inni wykpiwać. Różnie bywa, jak to u nas.
Polacy Roku mają nas leczyć z kompleksów. Jak to do każdej innej słabości i do kompleksów przyznajemy się rzadko, przykrywając je raczej ogólnym niezadowoleniem, wyrazem twarzy zniechęconym i stosunkiem do świata negatywnym. Nie będziemy przesadzać z optymizmem, że takie imprezy jak Polak Roku są lekarstwem na nasze złe samopoczucie. Niektórzy z resztą w cale nie potrzebują się leczyć. Mamy tu wszak w Belgii zdrowych jak byki młodych mężczyzn i kobiety, którzy patrzą nowocześnie, świeżo i jasno w teraźniejszość, o przyszłości nie wspomnę. Oni konkurs traktują różnie, czasem uśmiechając się na myśl o podnieconych Myśla o nagrodzie nominowanych, którzy z wielkim wzruszeniem i dumą te ręcznie robione statuetki odbierają by następnie wyznaczyć im honorowe miejsce w swoich domach. Co nam robi zatem ten konkurs? Mówiąc nieco przemądrzale – instytucjonalizuje nam rozproszoną i różnorodną Polonię. Nieważne czy całkiem się zgadzamy z wyborami Kapituły, która podejmuje decyzję o tym, kto zdobędzie laur Polaka, nieważne też czy pasuje nam forma Gali czy też dobór repertuaru. Istotne w tym jest to, że Polak Roku to jedyna taka, powiedzmy odważnie, ogólno belgijska impreza, sformalizowana, w jakimś sensie łącząca rodaków, dająca możliwość przyjrzenia się czym polskie środowisko w Belgii jest. Powie ktoś, że nie ma tu wszystkich. Z pewnością pominięto wielu. Szczegóły do dopracowania, kierunek jednak słuszny. Ośmielając się, z odwagą felietonisty, zaproponowałbym dodatkowo opatrzenie konkursu jakimiś zajęciami towarzyszącymi. Może warsztatami dla młodzieży prowadzonymi przez laureatów poprzednich edycji? Noblesse oblige, jak mawia moja znajoma. By kontynuować akt porozumienia polonijnych środowisk proponuję całoroczny wysiłek.
mrah
Noblesse oblige
Organizowana po raz czwarty gala konkursu Polak Roku w Belgii za nami. W zeszłym tygodniu odczytano nazwiska. Oczywiście wybitne. Polacy Roku mają nas leczyć z kompleksów. Jak to do każdej innej słabości i do kompleksów przyznajemy się rzadko, przykrywając je raczej ogólnym niezadowoleniem, wyrazem twarzy zniechęconym i stosunkiem do świata negatywnym. Nie będziemy przesadzać z optymizmem, że takie imprezy jak Polak Roku są lekarstwem na nasze złe samopoczucie. Niektórzy z resztą w cale nie potrzebują się leczyć. Mamy tu wszak w Belgii zdrowych jak byki młodych mężczyzn i kobiety, którzy patrzą nowocześnie, świeżo i jasno w teraźniejszość, o przyszłości nie wspomnę. Oni konkurs traktują różnie, czasem uśmiechając się na myśl o podnieconych Myśla o nagrodzie nominowanych, którzy z wielkim wzruszeniem i dumą te ręcznie robione statuetki odbierają by następnie wyznaczyć im honorowe miejsce w swoich domach. Co nam robi zatem ten konkurs? Mówiąc nieco przemądrzale – instytucjonalizuje nam rozproszoną i różnorodną Polonię. Nieważne czy całkiem się zgadzamy z wyborami Kapituły, która podejmuje decyzję o tym, kto zdobędzie laur Polaka, nieważne też czy pasuje nam forma Gali czy też dobór repertuaru. Istotne w tym jest to, że Polak Roku to jedyna taka, powiedzmy odważnie, ogólno belgijska impreza, sformalizowana, w jakimś sensie łącząca rodaków, dająca możliwość przyjrzenia się czym polskie środowisko w Belgii jest. Powie ktoś, że nie ma tu wszystkich. Z pewnością pominięto wielu. Szczegóły do dopracowania, kierunek jednak słuszny. Ośmielając się, z odwagą felietonisty, zaproponowałbym dodatkowo opatrzenie konkursu jakimiś zajęciami towarzyszącymi. Może warsztatami dla młodzieży prowadzonymi przez laureatów poprzednich edycji? Noblesse oblige, jak mawia moja znajoma. By kontynuować akt porozumienia polonijnych środowisk proponuję całoroczny wysiłek.
mrah
Konkurs ma swoich zwolenników i przeciwników. Jedni mówią, że stymuluje właśnie i
| Komentarze |
|







