EmStacja - Portal dla Polaków w Belgii

Tuesday
Sep 07th
Text size
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Home Polonijne Ogólne Człowiek, który znał Che Gevarę

Człowiek, który znał Che Gevarę

Email Drukuj PDF

Leopold Unger

Zasiadamy do kolacji. Jest nas na oko 15 osób. Kameralnie. Kelner nalewa. Mimo pozorów, nie jest to jednak relacja z randki. Taką atmosferę mieliśmy sposobność zastać w Wydziale Konsularnym RP w Brukseli, który podejmował nas, dziennikarzy z półki tzw. polonijnej, oraz gościa znamienitego, guru dziennikarzy co najmniej w Europie, emigranta, poliglotę, znawcę polityki wschodniej, przyjaciela Giedroycia, Kisiela i Michnika, człowieka, który znal Che Gevarę Leopolda Ungera.


Z redaktorem Ungerem w tonie dość lekkim, zajadając, poruszyliśmy jednak kilka kwestii, które zaprzątają nasze polonijne głowy. Od spraw wielkiej polityki tego świata, w których Leopold Unger jest specjalistą, przez pochylenie się nad kondycją mediów w ogóle aż po wątek polonijnego dziennikarstwa.

Początki. Leopold Unger dziennikarską karierę zaczynał kilka razy. Naszą szczególną uwagę zwracają 2 epizody. Pierwszy, rumuński. Nowiny Polskie, pismo stworzone na potrzeby przebywających tuż po wojnie w Rumunii Polaków. Jak więc powinno wyglądać takie polonijne dziennikarstwo? Pytamy. Czy dziennikarz polonijny posiada jakiś inny status, jakiś inny cel, jakąś inną misję od swojego kolegi z Polski tudzież kraju zamieszkania? Zachodziliśmy też w głowę czy dziennikarstwo tego szczególnego dla nas rodzaju – polonijne, ma ułatwiać integrację czy też raczej, może bardziej, przypominać Polakom co polskie, wzmacniać więzi. Dlugi wstęp – odpowiedź krótka. Redaktor Unger nie ma wątpliwości – trzeba pisać co się dzieje, mówi. Te słowa właściwie zamykają wątek. Jeszcze by się chciało coś dodać o zróżnicowanym gronie czytelników, doborze materiałów pod pewnym kątem, ich selekcji, bo przecież nie można napisać wszystkiego. Jeszcze chciało by się ponarzekać na sponsorów czy inne instancje. Jednak znaczenie tej krótkiej kwestii obcinającej nam „zły język” jest oczywiste – bądźcie dziennikarzami.
U Ungera profesjonalizm ma duże znaczenie. No i talent. Sam redaktor nie omieszkał nam, bez fałszywej skromności, tego oznajmić. Jak się tego talentu nie ma, to pech.
Nie tylko zawodowstwo jednak. Trzeba ciężko pracować, to kolejny truizm. Ale pasja. I to, że słowa mają moc zmieniania rzeczywistości.
Wątek prawdziwej zmiany świata. Oto co napędza dziennikarza. Trochę misja, trochę przygoda, odpowiedzialność, bo znalazło się w tym miejscu i w tym właśnie czasie. Unger miał ciekawe życie. I chyba rzeczywiście trochę zmienił świat.
Na pewno obraz świata niektórych Belgów. On, absolutny, i jedyny, autorytet od rzeczywistości za żelazną kurtyną. Nie miał tu konkurencji. Przechodzimy do drugiego wątku z życia redaktora, na który patrzymy ze szczególną uwagą – jest rok 1968, Unger ląduje w Belgii. Mimo pozycji w zawodzie i wyjątkowego życiorysu zaczyna od zera. Jakby stawiał pierwsze kroki. Mierzy jednak wysoko – Le Soir, to najpoważniejszy dziennik w tym kraju, instytucja, pismo cytowane w całej Europie. Nie idzie jak po maśle, ale Unger jest uparty. Przepisuje po kilka razy teksty, wygładza, sprawdza. To trwa. Po 40 latach zna już swoją pozycję i wartość. Na pytanie o swoją dziennikarską drogę i początek odpowiada, że woli zacząć od tego początku tu, w Belgii.
Nie znaczy to rzecz jasna, że cokolwiek przed straciło znaczenie. Pozycja sekretarza redakcji Życia Warszawy, czy praca korespondenta PAP-u na Kubie. To były niewątpliwie największe emocje – opowiada nam. Wtedy byliśmy przekonani, że stoimy u progu konfliktu atomowych mocarstw.
Czy kiedyś chciał pan zmienić zawód?
Nigdy.
Czy odrzucono panu jakiś artykuł?
Nie.
Czy chciał pan kiedyś zostać dziennikarzem polonijnym?
Nie.

Wyjątkowy wieczór. Rozchodzimy się z uczuciem, że nie zadaliśmy paru pytań, tych ważnych. Kilka odpowiedzi jednak dostaliśmy – podczas tego spotkania, które wedle zamysłu organizatorów miało nas umocnić w dziennikarskim powołaniu (za co chwała tymże), lub zrobić cokolwiek, byle dobrego, podjęliśmy dialog i otrzymaliśmy ździebko nauki. Redaktor Unger także wyglądał na zadowolonego.
Piszemy dalej...

 

 

Maciej Hilarowicz

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch:
:(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo::huh::whistle:;):s
:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Kalendarium

Rocznica olimpijskiej tragedii