Czy mieszkający tu Polacy szukają kontaktu z Kościołem, religią? Z jakimi problemami się borykają? Czy są różnice między "starszą" i "młodszą" emigracją? Jak wygląda praca duszpasterza w takim środowisku? Rozmowa z księdzem Ryszardem Kurowskim, duszpasterzem antwerpskiej polonii.
Jak wygląda praca duszpasterza na emigracji? Czy różni się od pracy księży w Polsce?
Zasadniczo nie ma wielkiej różnicy. Praca duszpasterska jest głoszeniem ewangelii i udzielaniem sakramentów. Ten wymiar duchowy i misyjny jest więc identyczny, tylko możliwości, którymi dysponują księża na emigracji, jednak się różnią. Kościół w Polsce dysponuje całym zapleczem, ma własne miejsca kultu - świątynie, kaplice. Polskie duszpasterstwo w Belgii, poza kilkoma wyjątkami, korzysta z dobroczynności lokalnego Kościoła, który udostępnia nam świątynie. Tak też jest w Antwerpii. Druga rzecz, księża pracujący w Polsce mają możliwość lepszego poznania swoich parafian i wzajemnie, a z biegiem lat ta znajomość się pogłębia. Cechą polonii, zwłaszcza tej "młodszej" emigracji, jest "płynność". Emigranci turystyczno-zarobkowi są mobilni, często zmieniają adres. To dodaje świeżości, ale powoduje też trudność w tworzeniu głębszych więzi i trwałych grup.
Czy polscy emigranci szukają kontaku z księdzem, z Kościołem?
Nie wiadomo, ilu Polaków obecnie mieszka w Antwerpii. Podawne są bardzo rozbieżne liczby - od 10. do 20 tysięcy. Na sobotnie i niedzielne msze do naszego kościoła przychodzi średnio 1500 osób. Przy 10 tysiącach ta liczba może nie wypada imponująco, ale zapewniam, że jest to bardzo dużo. Belgijscy księża są pozytywnie zaskoczeni tak wysoką frekwencją na naszych nabożeństwach, bo nasi rodacy uczestniczą w nich co niedzielę, a nie tylko "od święta". Wiele polskich dzieci przygotowuje się do pierwszej komunii – w tym roku mamy cztery klasy, ponad 80 osób i ta liczba od kilku lat jest stała. Mamy również 90. dzieci, które przygotowują się do sakramentu bierzmowania. Relatywnie można więc stwierdzić, że sporo Polaków mieszkających tu w Antwerpii szuka konatktu z religią i Kościołem. Na mszach przeważają osoby w średnim wieku, z rodzinami, z prawie już dorosłymi dziećmi, które lada moment założą własne rodziny. Można więc też pokusić się o stwierdzenie, że polonia w Antwerpii jest "młoda". Choć oczywiście, mamy grono wiernych w starszym wieku.
Ksiądz mieszka w Antwerpii od ponad 20 lat. Czy zauważa ksiądz różnicę między "starszą" a "młodszą" emigracją, osobami, które przyjechały do Belgii w ostatnich latach?
Ta "starsza" polonia, która przybyła i pozostała w Belgii po wojnie; można tu też dołączyć Polaków, którzy przyjechali na początku lat 80-tych, w czasach rodzącej się "Solidarności"; to polonia ciesząca się wielkim uznaniem i szacunkiem miejscowej ludności. Mowa o Polakach, którzy wyzwalali te tereny podczas wojny, a poźniej nie mogli wrócić do kraju. Belgowie są świadomi ich dokonań i do dziś są im głęboko wdzięczni. Przedstawiciele tej polonii sami mówią, że nie byli "święci". To byli młodzi chłopcy, pełni werwy, zawadiaccy, ale opowiadają, że wiele im tu wybaczano. I choć po wojnie bywali niedoceniani przez miejscowe rządy, to dziś Belgowie i Holendrzy okazują im swój szacunek i wdzięczność, np. podczas obchodów rocznicowych, związanych w wyzwalaniem tych terenów. Ta polonia jest i była wspólnotą. Byli razem, mimo występujących między nimi różnic, bo my Polacy mamy chyba spory wpisane w naszą naturę. Ich postawa wzbudzała szacunek u Polaków, którzy przyjeżdzali do Belgii w późniejszych latach, np. u polonii z lat 80-tych. U niej, w jakimś stopniu powtórzyła się historia naszych kombatantów, bo Ci Polacy również nie mogli wrócić do kraju. Ale polonia "stanu wojennego" była chyba bardziej pokrzywdzona. Dla żołnierzy, którzy czuli smutek i żal, bo walczyli za ojczyznę, a ona ich nie przyjęła, pewną rekompensatą, jeśli można tak powiedzieć, było poznanie na emigracji drugiej osoby. Historia pozbawiła ich kraju, ale w Belgii znaleźli swoje "drugie połowy", założyli rodziny. Polonia "Solidarnościowa" była rozdarta. To wiele rozbitych rodzin – z których część była na emigracji, a część pozostała w kraju. Dla wielu z tych Polaków to był bardzo trudny moment. Oni nie wiedzieli, co dalej z nimi będzie, kiedy to się skończy. Dziś mam wrażenie, że polonia z tego okresu rozpłynęła się w belgijskim społeczeństwie. W większym stopniu zasymilowała się z miejscową ludnością. Obecna polonia, ta która przyjeżdza do Antwerpii od lat 90-tych, robi to głównie w celach zarobkowych. Cieszę się, że udaje się im wiele rzeczy. Dziś w Antwerpii można zobaczyć polskie rodziny – relatywnie dobrze sytuowane, czasami nawet lepiej od rodzin miejscowych. Ci Polacy mają też możliwość powrotu do kraju, jeśli tylko zechcą...
Przedstawiciele tej "młodszej emigracji" chcą wracać do Polski?
Nie mówią "tak", nie mówią "nie". Myślę, że niektórzy z nich, zwłaszcza osoby starsze chciałyby za kilka lat wrócić do Polski. Wielu uważa, że mówiąc potocznie "młodzi tu zostaną, a starsi wrócą". Ale o tym jak będzie, przekonamy się za kilka lat. Ich wybór zależy od sytuacji ekonomicznej w Polsce.
Z jakimi problemami zgłaszają się do księdza Polacy? Nie chodzi tu oczywiście o tajemnice spowiedzi, ale o to, co nam, emigrantom najbardziej doskwiera?
Przede wszystkim samotność. Niekiedy powoduje tragedie, bo niektórych może doprowadzić nawet do choroby. Takim osobom trzeba pomóc w powrocie do Polski, bo gdyby zostały same z tym problemem, mogłoby się to dla nich naprawdę smutno skończyć. To jest chyba najczęstszy problem, z którym się do mnie zgłaszają. No i ta słabość do alkoholu. Człowiek często staje przed tym faktem bezradny... Na szczęście mamy w Antwerpii grupy wsparcia, także dla osób z takimi problemami.
Magda Musitowska
Ksiądz Ryszard Kurowski po święceniach w 1970 r. przyjechał z Polski do Belgii. Studiował w Lueven i w 1984 r. objął parafię w Antwerpii. Polskie msze odbywają się obecnie w Antwerpii w kościele pod wezwaniem św Teresy (Berchem Grotesteenweg 650).
| Komentarze |
|
|
|
Powered by !JoomlaComment 3.26







