EmStacja - Polski przystanek w Belgii

Saturday
May 19th
Text size
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Home Polonijne Ogólne Z szyciem nie jest, jak z jazdą na rowerze

Z szyciem nie jest, jak z jazdą na rowerze

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Wielu marzy o studiach na antwerpskiej ASP, bo Royal Academy of Fine Arts to jedna z najbardziej renomowanych uczelni na świecie. Na tutejszy wydział mody przyjmuje się rocznie tylko sześćdziesięciu studentów. O ich rekrutacji krążą legendy, które bledną przy historiach o wymagających wykładowcach. Karolina Pięch jest pierwszą Polką, która ukończyła Królewską Akademię Sztuk Pięknych z tytułem magistra. Gratulujemy i jesteśmy dumni! W rozmowie z nami opowiedziała o swoich doświadczeniach na uczelni i zdradziła, dlaczego z szyciem nie jest, jak z jazdą na rowerze.

 

 

Jak trafiłaś do antwerpskiej Royal Academy of Fine Arts?

 

Zanim zaczęłam naukę w Krakowskiej szkole SAPU (Krakowska Szkoła Prezentacji Ubioru) wiedziałam, że uczelnia na wysokim poziomie, kształcąca projektantów mody istnieje w Antwerpii. Jednak dla mnie Belgia była państwem nieznanym i nie wiedzieć czemu, wydawała mi się krajem na końcu świata. Myślę, że wszystko ma swój czas i dopiero po pewnych doświadczeniach w Londynie, byłam gotowa na przeprowadzkę do Antwerpii. Estetyka tej szkoły pasuje mi, tak jak komuś innemu pasowałaby szkoła we Florencji. To kwestia preferencji. Jak się tam dostałam? (Uśmiech) Samolotem…

 

Podobno trudno dostać się na tutejszy wydział mody?

 

Startuje wiele osób. Kadra przyjmuje w dwóch terminach w sumie około sześćdziesięciu studentów. Nie do końca jasne pozostaje, co dokładnie decyduje o zakwalifikowaniu kandydata. Na pewno nie CV, wypełnione praktykami u projektantów na całym świecie, ani to, czy ktoś potrafi np. szyć. Pozostaje selekcja przy rozmowie. Jeśli kandydat spodoba się, można zaryzykować stwierdzenie, „charakterologicznie”, to zostaje przyjęty. Zatem trudność dostania się na te studia wynika nie tylko z liczby kandydatów, ale i z umiejętnego przygotowania portfolio prac i własnych odpowiedzi w konfrontacji z nauczycielem.

 

O nauczycielach tego wydziału krążą legendy. Naprawdę są bardzo wymagający, a studia przez to ciężkie, „maratońskie” ?

 

Nawał pracy, ilość ćwiczeń, szalone tempo skłaniają mnie do stwierdzenia, że cały program od pierwszego do ostatniego roku wymaga wiele pracy, samozaparcia, uporu, cierpliwości i pokory. Ja bałam się zostać „w tyle” z szyciem, więc na pierwszym roku robiłam wszystko, by móc koncentrować się na wykonaniu swoich projektów, czyli na nauce szycia. Z tym nie jest jak z jazdą na rowerze - umiejętnością, którą się zdobyło pewnego dnia i koniec. Szyje się ciągle i nigdy nie przeskoczy się bariery czasu. Po tylu latach na pewno coś umiem, ale oczywiście nie wszystko! Nauczyciele owszem, są wymagający, ale niektórzy prowadzący przestają być „straszni” po zakończeniu z nimi zajęć. Wtedy perspektywa się zmienia. Najbardziej rozpoznawalny jest Walter Van Beirendonck, ale ja chciałabym podkreślić znaczenie nauk Nelly Noreen. Ona sama prowadzi te sześćdziesiąt kilka osób na pierwszym roku, a każda z tych osób robi inny projekt. Nelly ma takie doświadczenie i wiedzę, że potrafi logicznie kierować studentem, naprowadza go na najlepszy tor. Dla mnie to najważniejsza postać w szkole. Poza tym, mało kto wie, ale jest Dyrektorką wydziału mody.

 

Na wydziale mody studiowali z Tobą inni Polacy?

 

W latach 90-tych była jedna Polka - na trzecim roku licencjackim, później nie znalazłam o niej w szkole wzmianki. Zaczęłam studia z Piotrkiem i Agatą,  która odeszła do Akademii w Amsterdamie, a Piotr zmienił profil w ramach Akademii Antwerpskiej. O ile mi wiadomo, ale mogę się mylić, jestem pierwszą Polką, która ukończyła studia magisterskie na tej uczelni. Obecnie na drugim roku studiuje Kamila i być może ktoś dostał się na pierwszy, ale nie śledzę tego.

Czego, poza warsztatem, nauczyły Cię te studia?

 

Mogłoby się wydawać, że studia przede wszystkim kształcą w określonym fachu. Nie tylko ja sadzę, że antwerpska Akademia przede wszystkim uczy „siebie”. To, przez jakie piekło się przechodzi w ramach całego programu, jest niewyobrażalne. Moi znajomi z poprzednich lat twierdzą, że lata w tej szkole zmieniły ich charakter, wręcz osobowość. To nie jest przesada. Mam teraz inne podejście do wielu spraw w życiu. Wiem, przez co mogę przejść, mój pancerz stwardniał. To jest szkoła życia - trochę jak „survival”.

 

Czym trzeba się wykazać, żeby przebić się w modowej branży? Dołączyć do grona Ann Demeulemeester, Driesa van Notena czy Waltera Van Beirendoncka, absolwentów antwerpskiej uczelni, którzy są znani na całym świecie?

 

Nie sądzę bym była odpowiednią osobą, do wypowiedzi na ten temat. Przede wszystkim wspomniane osoby zaistniały w momencie, kiedy nie istniało jeszcze pojęcie „mody belgijskiej”. W tamtych czasach, będąc bardzo utalentowanymi, łatwiej było im „wypłynąć na powierzchnię”. Dziś mamy tysiące utalentowanych osób po szkołach i co decyduje o tym, że akurat „ta” zajmie pozycję uznanego projektanta? Niestety, wielu z moich kolegów, którzy mają za sobą jakieś doświadczenie w „prawdziwym świecie” twierdzi, że pieniądze i znajomości mają kolosalne znaczenie. Bez budżetu i przychylności osób, które pociągają za sznurki w modzie niewiele można zdziałać.

 

Wiążesz z Antwerpią swoją zawodową przyszłość?

 

Nie robię planów na zawsze. W tym momencie wyprowadziłam się z Antwerpii, mając w planie Paryż. Ale niczego nie wykluczam.

 

Czy Antwerpia ma atmosferę, która sprzyja tworzeniu, kreowaniu mody? Można ją określić mianem „modnego” miasta?

 

Nie mam pojęcia, czy Antwerpia jest modna, czy nie. Według czasopism jest, ale tak można nazwać i Sztokholm i Reykjavik, bo co to właściwie znaczy? Mimo najbardziej uznanej szkoły projektowania mody, która istnieje od tylu lat, nie ma w Antwerpii sklepów z tkaninami z prawdziwego zdarzenia. Pasmanteria jest jedna, może dwie. Wszyscy narzekają, że nie można znaleźć odpowiednich tkanin do realizacji kolekcji. To miasto jest pod tym względem osobliwe, nadal trochę „małomiasteczkowe”. Na pewno ten obezwładniający spokój oraz pustka wieczorami i o porankach na ulicach sprzyja koncentracji. W Antwerpii nie ma pędu, szybkiego tempa. Nikt się nie spieszy i wszystko można załatwić na rowerze. Dla wymagającego programu, jaki ma wydział mody, ten fakt jest bardzo sprzyjający.

 

Magda Musitowska

 

Karolina Pięch urodziła się w Krakowie. W 2003 ukończyła Szkołę Artystycznego Projektowania Ubioru. Rok później rozpoczęła staż w londyńskim studio niemieckiej projektantki, pracując przez okres trzech sezonów dla jej marki – Customers Own Property. W 2006 rozpoczęła naukę w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Antwerpii na wydziale Mody. W latach 2009 do 2010 asystowała Jean – Pierre Braganza w jego londyńskim studio. Brała udział m.in. w festiwalu „Party Saty” w Brugii, w pażdzierniku 2010, którego kuratorem był Luc Thuymans, jak również w festiwalu Etnodizajn w Krakowie w maju 2010. W czerwcu 2011 ukończyła studia w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych z tytułem magistra.

www.karolinapiech.com

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch:
:(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo::huh::whistle:;):s
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."