W jaki sposób tanio i „przygodowo” spędzić wakacje? Jak poznać ludzi w obcym, bądź co bądź kraju (myślę tutaj o Belgii), w którym może nie najłatwiej się zaadaptować?
Tym, którzy szukają sposobów na „wyjście na wyjście do ludzi” warto przedstawić tzw. kluby wymiany gościnności, platformy hospex, lub jak kto woli podróżnicze.
Zacznijmy od genezy: idea pierwszej organizacji o charakterze zrzeszającym ludzi różnych kultur powstała już po II Wojnie Światowej. Na przestrzeni drugiej połowy XX wieku, od podobnych organizacji, zaczęło się dosłownie roić: międzynarodowe stowarzyszenia studentów, autostopowiczów, podróżników rozpowszechniające i rekrutujące swoich członków głównie metodą „poczty pantoflowej” i kopiowanych lub ręcznie przepisywanych list adresowych.
Prawdziwy przełom na gruncie podobnych przedsięwzięć przyniosło z sobą nadejście Internetu i nowe możliwości globalnej sieci. Pod koniec lat 90 tych powstała pierwsza w świecie, uwaga, uwaga, platforma wymiany mająca umożliwiać darmowe podróżowanie goszcząc u innych ludzi i równocześnie udostępnianie noclegu innym.
Platforma ta o nazwie Hospex powstała nie gdzie indziej, tylko…w kraju znanym powszechnie z gościnności- czyli nad Wisłą!! Niestety dziś już nie działa, ale szczytną i jakże interesującą ideę podchwycili inny.
Pewnej nocy w 2000 roku, młody student Veit, paląc indonezyjskie cygaro w jednym z niemieckich akademików, niczym Einstein z jego przysłowiowym Eureka, wpadł na pomysł stworzenia globalnej bazy danych dla otwartych i ciekawych świata. Opracowawszy cały system bezpieczeństwa, wzajemnej oceny członków i komentarzy czy „rekomendacji” i globalnej i lokalnej struktury, wcielił ideę w życie i….po dziś zaraził bakcylem kanapowego surfowania blisko milion osób na całym świecie. Jego „dziecko” to pierwsza, globalna, niekomercyjna organizacja typu hospex działająca po dziś dzień w Internecie- Hospitality Club (www.hospitalityclub.org )
Kolejne inicjatywy nastąpiły lawinowo: CouchSurfing ( www.couchsurfing.com). projekt rodem zza Oceanu, liczy sobie już ponad milionów członków, milion pozytywnie ocenionych doświadczeń „podróżniczych” i milion zawartych w ten sposób przyjaźni. Ten „klub” jest na ten moment najprężniej działającym na terenie Brukseli z inicjatywami takimi jak comiesięczne spotkania dla nowicjuszy i inne.
Jedną z najświeższych inicjatyw jest Bewelcome (www.bewelcome.org), jak na razie najmniej znana i najbardziej „kameralna”. W tej sieci, napotykając osobę, która chce nawiązać kontakt, są duże szanse że jest ona przyjacielem. Be Welcome jest zdecydowanie najmniej komercyjne i promuje raczej prawdziwą wymianę gościnności „sensu stricte”, na razie bez dodatkowej oprawy typu spotkania lokalnych grup i inne.
Co takiego może nam przyjść z zagoszczenia na podobnych stronach? Oczywiście wszystko zależy od tego czego naprawę szukamy?
Można dołączyć tu do licznego grona prężnie działających „tubylców”, zaoferować gościnę, pomoc lub po prostu radę przybywającym do Belgii podróżnikom, bądź samemu wyruszyć w drogę na spotkanie przygody.
Podobne organizacje bez wątpienia grupują ludzi myślących w podobny sposób, otwartych na świat, nowości, podróże. Ci ludzie, raz poznani, w przelocie na koncercie, spotkaniu, lub ugoszczeni w naszych skromnych progach, pozostają z nami. Bliżej lub dalej.
Kiedy rozmawiałam z zaprzyjaźnionymi rodakami, członkami Couchsurfingu i Hospitality Clubu w Brukseli, praktycznie wszyscy mówili o, de facto, pewnym stylu życia, promowaniu tolerancji i otwartości. Niektórzy z tych znajomych dosłownie czerpią z tego wszystko: na bieżąco śledzą grupowe fora, organizują przeróżne typy wypadów (niedzielne przejażdżki rowerowe, wycieczki piesze w Ardeny), aktywności sportowej (kursem jogi na który sama uczęszczałam, skutecznie zaraziliśmy, my pomysłodawcy, grono jogowych żółtodziobów), słynne już w pewnych kręgach CS Living Room Music czyli organizowane u członków klubu, ogólnodostępne koncerty lokalnych grup w kameralnym wydaniu.
Podróże, czy te w które sami się wybieramy, czy te, które odbywamy goszcząc u siebie innych (nigdy sama nie zapomnę przemiłego czasu, który spędziłam goszcząc u siebie pewnego Hindusa i wszystkich ciekawych rzeczy, których się ode niego nauczyłam o Indiach „od kuchni”, albo rewelacyjnych wręcz wypadów do sąsiedniego Lille czy Holandii i spotkań z tamtejszymi „couchsurferami”!) w pewnym sensie definiują nas samych. Coraz więcej ludzi stać na tę odrobinę odwagi i „filantropii” (bo w końcu otwierając dla innych drzwi swojego mieszkania, stajemy się filantropami) i myślę, że idą oni w dobrym kierunku.
I misja Hospitality Clubu czy Couchsurfingu, które chcą „zbliżyć do siebie różnych ludzi i różne kultury” to nie pusty frazes. To dzieje się co dzień i tuż obok.
Be Welcome ! Zapraszam do wymiany, gościnności, wymiany gościnności i podróży! Na pewno nie będzie czego żałować!
AN
| Komentarze |
|








