EmStacja - Polski przystanek w Belgii

Tuesday
Feb 07th
Text size
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Home Społeczeństwo Ogólne Na Zachodzie właściwie bez zmian

Na Zachodzie właściwie bez zmian

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 


11 listopada. Wszyscy wiemy. Marszalek Piłsudski na koniu. Niepodległość. A w Europie Zachodniej nastroje inne. Tu kanonada z okazji zakończenia I Wojny Światowej, zwanej Wielką. Skala tego konfliktu była niewyobrażalna. Od morza Północnego aż po Szwajcarię przez Europę ciągnęły się okopy, w których miliony żołnierzy koczowało by od czasu do czasu wypełznąć z dziury na ostatni poranny bieg.
Trochę znamy tę atmosferę z literatury. Stagnacja, beznadzieja, absurd. Europa bodaj pierwszy raz uczestniczyła w czymś takim na tak znaczną skalę. W każdym razie od wojen napoleońskich.


Belgowie wspominają tę wojnę szczególnie. Wtedy umierali ich żołnierze. W II Wojnie Światowej królestwo poddało się po kilkunastu dniach. Nie ma się czym chwalić, tym bardziej wspominać. Dlatego zapewne kiedy nasz wzrok wyłapuje gdzieś w zaułku lub przy wejściu do parku pomnik, to jest to przeważnie kolejny z licznych hołdów złożonych belgijskim bohaterom tej strasznej wojny, w której życie straciło w sumie około 10 milionów ludzi.
Ostatni kombatanci odeszli zaledwie kilka lat temu. Dziś Król Albert II składa symboliczny wieniec, słucha kanonady, równo 21 wystrzałów i salutuje przedstawicielom organizacji kombatanckich, którzy wojny nie przeżyli, ale jak westalki podtrzymują ogień pamięci.
Prawdą jest również, że pamięć u Belgów krótka jest. Na pytanie, cóż to za dzień dzisiaj mamy? znaczna ich część odpowie wymijająco, że to coś w związku z wojną. Niby z prawdą się nie myli, a jednak…
Parę lat temu pewien polityk (nazwiska już  nie będę wypominał, bo historia znana i obśmiana rubasznie) tego waśnie dnia poproszony o odśpiewanie belgijskiego hymnu nucił Marsyliankę. Dziś zapewne wykuł tekst i muzykę na blachę. Potrzeba mu jednak było publicznego ośmieszenia.
Nie ma co jednak na Belgów narzekać. O cmentarze dbają, króla utrzymują (pensję rodzinie królewskiej zmniejszono ostatnio nieznacznie), a wiadomo, król potrzebny jeszcze mniej niż hymn. Chwała więc mieszkańcom dobrego królestwa za dobre usposobienie i niezbyt nachalną politykę asymilacyjną, co nas, jak lwy broniących swojej tożsamości bardzo przecież cieszy.
Czyli my na koniu w niepodległość, Belgowie zapadający w słodki letarg historyczny (skupieni na bieżącym tworzeniu historii, choćby z obecnym premierem w roli pierwszego ojca wszystkich Europejczyków – to dopiero skala), a Niemcy, wielcy listopadowi przegrani, mają własną rocznicę. Opisaną, omówioną i sfotografowaną dwa dni temu (9 listopada, dla porządku).
Wszystko więc wraca stopniowo do normy. Niemcy nie muszą się już bać tego upiornego listopada (lub równie żenującego maja). W jesieni padł mur, wiosną rozszerzała się Unia (przy ich wydatnym udziale). Najbogatsze państwo Europy świętuje więc zwycięstwo z co najmniej równie wielką dumą jak reszta Europejczyków. Każdy ma swoje piękne listopadowe święto. A jak ktoś się jeszcze nie wpasował, niech polubi pierwszy dzień tegoż miesiąca.

 

 

Maciej Hilarowicz

fot. Kasia Ładomirska

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch:
:(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo::huh::whistle:;):s
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."